EURO 2012 zrobiło swoje, czas na Białoruś

Wschód nas interesuje, i on o tym wie

Most Miłości, obwieszony kłódkami przez zakochanych, zawsze dobrze pokazać gościom. Dobrze nastraja. Znalazł się też na szlaku wizyty we Wrocławiu przedstawicieli branży turystycznej z Białorusi

EURO zrobiło swoje. Wrocław dzięki zakończonym niedawno mistrzostwom Europy w piłce nożnej stał się bardziej niż dotąd rozpoznawalnym miastem nawet za naszą wschodnią granicą. Czas ruszyć na podbój turystyczny wschodnich rynków, a te rynki chętnie się na nas otworzą. Dowód? Wizyta przedstawicieli białoruskiej branży turystycznej we Wrocławiu, do której doszło dzięki pośrednictwu Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej.

Wizyta rozpoczęła się 9 lipca, z marszu, od spotkania Białorusinów z nadzwyczaj liczną grupą przedstawicieli branży turystycznej regionu. Spotkanie miało miejsce na pokładzie Barki Tumskiej, restauracji na wodzie Hotelu Tumskiego, członka  DOT.

- Kierunek wschodni jest przyszłościowy - uważa Zbigniew Piotrowicz, prezes uzdrowiska Lądek-Długopole, który osobiście wziął udział w spotkaniu biznesowym z gośćmi ze wschodu. - Z w wielu względów. Po pierwsze, na wschodzie nie ma zróżnicowanej bazy uzdrowiskowej – mają tam albo niski poziom, albo standard dla bogaczy, a w naszych uzdrowiskach ceny są zróżnicowane i nie odbiegamy poziomem usług od tych oferowanych na zachodzie Europy. Po drugie, jesteśmy dla wschodniej Europy częścią Unii Europejskiej, a za tym pojęciem kryje się wielki świat. Z kolei nas, Polaków, pociąga wschód. Po trzecie, choć do wschodniej granicy mamy z Dolnego Śląska kawał drogi, to jednak dzięki autostradzie ta droga się skróciła i nie są to już antypody. Po czwarte, trzeba korzystać z promocji, jaką dało nam EURO 2012. Sądzę, że co najmniej jeszcze przez rok będziemy mogli odcinać promocyjne kupony od rozgłosu, jaki dała nam rola gospodarza piłkarskich mistrzostw Europy.

Wrocław to miejsce dobrych interesówBiałorusionom walory uzdrowiska Lądek-Długopole przedstawił osobiście jego prezes, Zbigniew Piotrowicz

Białorusini chcą zrobić interes z Dolnym Śląskiem oferując nam choćby swój wspaniały ciemny białoruski chleb (z herbem Radziwiłłów i ich zawołaniem „Bóg nam radzi”, które na białoruskich etykietach umieszczane jest... po polsku!”). Jest w tym chlebie zapach łąk nadniemeńskich, które przeniknęły na stałe do polskiej literatury dzięki Orzeszkowej. Notabene wrocławskie „Ossolineum” ma w zbiorach oryginalny zielnik Orzeszkowej. A propos Niemna. Czesław Wydrzycki, wielki polski kompozytor i piosenkarz, który posługiwał się pseudonimem Niemen i tak podkreślał swe związki z Kresami, ma w Świebodzinie (obecnie Lubuskie, ale historycznie to część Dolnego Śląska) pomnik. Siedzi na ławeczce koło ratusza i przypomina o tym, jak wielu mieszkańców Świebodzina na kresowe korzenie.

- Takich związków jest na Dolnym Śląsku bez liku i teraz w tym głowa branży turystycznej, żeby przekuć je na dobry interes. A że Wrocław to miejsce dobrych interesów, przekonywać nikogo nie trzeba. Gdyby miał ktoś wątpliwości, można zrobić mu wycieczkę i pokazać choćby średniowieczne kościoły. Są ogromne, strzeliste. Na takie mogło pozwolić sobie tylko miasto, które ma pieniądze i dba o prestiż. Goście z Białorusi zobaczyli te kościoły na własne oczy, bo po spotkaniu biznesowym pokazano im Ostrów Tumski – najstarszą część Wrocławia. Potem był rejs po Odrze z Przystani Gondoli, żeby Wrocław kojarzył się im nie tylko z pracą, ale i miejscem, gdzie można dobrze wypocząć. Rzeka dobrze nastraja.

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit