LOT pracuje nad marką Bornego Sulinowa

Siła, z którą trzeba się liczyć

Prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej w Bornem Sulinowie Leszek Olszewski z żoną Małgorzatą. Podkowa, którą prezentują, otrzymali od jednego z gości swego „Domu nad jeziorem” / fot. Marek Perzyński

Borne Sulinowo jeszcze 18 lat temu było bazą wojskową. Członkowie Lokalnej Organizacji Turystycznej chcą zrobić z niego miasto Turystyczne, pracują nad jego marką. - To nasz główny cel - mówi Leszek Olszewski, prezes LOT.

Dlatego w ubiegłorocznych wyborach samorządowych LOT wystawił dwóch kandydatów do Rady Miejskiej. Mandatu nie zdobył, ale… nie przegrał. Pokazał, że jest siłą, z którą trzeba się liczyć.

Członkowie LOT przekonali się zaś, że mogą liczyć na siebie wzajem. Dla dobra wspólnego potrafią wznieść się nad indywidualne partykularyzmy. Choć to czasami trudne, bo każdy w pierwszej kolejności chciałby zapełnić swój obiekt turystyczny.

- Gdy nie będziemy działać razem, turystów w ogóle może nie być, bo kogo skusi Borne Sulinowo, jeśli w świadomości społecznej nie utkwi przekonanie, że warto tu przyjechać - mówi prezes Olszewski.

On też żyje z turystyki. Z żoną Małgorzatą prowadzą w miejscowości Silnowo nad jeziorem Pile ośrodek konferencyjno-wypoczynkowy „Dom nad jeziorem” (72 miejsca noclegowe, sala dla 70 weselników, w ogrodzie basen, który można podgrzewać też zimą, obok usypana sztucznie górka dla narciarzy). Ośrodek stale rozbudowują. Goście im w tym sekundują. Przyjeżdżając kolejny raz, pierwsze pytanie, jakie zadają, dotyczy tego, co się zmieniło.

Zmieniło się bardzo wiele. Na początku był niewielki domek. Na własne potrzeby. Żeby odpocząć od gonitwy w pracy. Potem zaświtała myśl, żeby stąd w ogóle nie wyjeżdżać. Jednak do emerytury daleko, więc nie było innego wyjścia, jak zająć się turystyką.

Gości nie brakuje. Przyjeżdżają na przykład firmy na szkolenia. Bo teren spory, warunki dobre i spokój. Przyjeżdżają też goście indywidualni, którzy mogą zbierać w prywatnym lesie państwa Olszewskich grzyby.

Las, jezioro i inne atrakcje okolicy gospodarz uwiecznia na zdjęciach, które zdobią korytarze ośrodka wypoczynkowego. Drugą jego pasją jest muzyka.

Z pasją podchodzi też do działalności w LOT. Rok temu został prezesem organizacji, która działa od trzech lat. Skupia 50 członków  prowadzących w większości obiekty noclegowe i gastronomiczne. Na ogół w domach, które służyły celom wojskowym.

Członków LOT irytuje, że część domów stoi pustych i niszczeje, choć ma właścicieli. Psuje krajobraz, który jest jednym z faktorów turystycznych. Kolejnym takim faktorem jest historia Bornego Sulinowa. Niektórzy gestorzy bazy czerpią z niej pełnymi garściami. Na przykład właściciele pensjonatu „Jomir” (on rodowity legniczanin, ona wrocławianka, przed osiedleniem się w Bornem Sulinowie prowadzili pensjonat w Szklarskiej Porębie) organizują dla swych gości wieczory z kuchnią niemiecką, podając do stołu w mundurach… Wehrmachtu. Na szyldzie przed pensjonatem jego nazwę okrasza czapka czerwonoarmisty. Na piknikach roi się od przebierańców w mundurach wrażych armii. Ku uciesze turystów.

Mundury nie są zbyt wygodne. Ani też tanie. Szyte są na miarę. Nie ma lepszej miary, żeby pokazać, jak bardzo zdeterminowani są członkowie LOT w Bornem Sulinowie, żeby osiągnąć zamierzony cel.

Marek Perzyński

 

 

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit