Turystyka kulinarna

Królestwo karpia

1.-krolestwo-karpia

Zmienia się krajobraz kulinarny Polski. Doskonale widać to w Miliczu na Dolnym Śląsku (rejon Doliny Baryczy). To stolica krainy stawów. Od 9 lat karp rządzi w tutejszych restauracjach, wyparł schabowego z kapustą, bo Polacy lubią teraz nie tylko dobrze zjeść, ale patrzą też na kalorie. Im ich mniej, tym lepiej. Tak karp wypłynął na szerokie konsumencie wody, a turystyka kulinarna stała się ciałem. Dla menu rybnego wielu jest w stanie przebyć wiele kilometrów.

Stawy w rozlewiskach Baryczy założyli w średniowieczu cystersi, bo reguła nie zabraniała im jadać ryb, a kazała wiele dni pościć. Karp był jedną z ich nielicznych radości kulinarnych. Obecnie Dolina Baryczy to obszar chroniony, stawy są nie tylko siedliskiem ryb, ale i ptactwa, które podglądać przyjeżdża cały świat. Żeby ich nie płoszyć, budowane są specjalne stanowiska do obserwacji. Obszary chronione na rozwój przemysłu wielkich szans nie mają, więc nie ma innego wyjścia, jak postawić na turystykę. Niektórzy nad tym ubolewają, bo fabrykę buduje się szybko i efekty w przestrzeni publicznej widać od ręki. Owszem, ale to turystyka - choć na zaniedbanym pod tym względem obszarze buduje się ją często mozolnie - daje w perspektywie czasowej znacznie lepsze rezultaty niż fabryka. Fabrykę, gdy zmienia się koniunktura, zamyka się szybko i okolica staje się ekonomiczną pustynią. Schładzanie w turystyce trwa znacznie dłużej i na ogół nie przynosi tak ujemnych skutków, jak zamknięcie fabryki.

Ale okolice Milicza pustynią gospodarczą nie są. Na stawach prowadzona jest regularna gospodarka hodowlana i są tu wspaniałe lasy, pozyskuje się drewno, runo leśne. To tereny niezwykle atrakcyjne turystycznie, ale brakowało infrastruktury, która jest niezbędna, żeby turystę zatrzymać na dłużej. Do ideału daleko, ale okolice stawów przestają być pustynią, np. Milicz dostał niedawno plażę nad jeziorem przy ul. Wojska Polskiego, wsadzono palmy (sztuczne, ale wprawiają gości w dobry nastrój), w jeziorze tryska fontanna.

- Życie w tym stawie praktycznie zamarło, zarósł szuwarami, szkoda było potencjału turystycznego tego miejsca, więc przywróciliśmy je do życia. Dziś to akwen przyciągający turystów i poprawiający jakość życia miejscowych mieszkańców. Rozwój turystyki to jedno z naszych zadań - mówi Władysław Szydełko, wicestarosta milicki.

Jak kto chce zobaczyć, co pływa w jeziorze, to też jest to w Miliczu możliwe. Karpie, jesiotry, karasie, węgorze, tołpygi, szczupaki, sandacze i inne ryby prezentują się w całej okazałości w akwarium plenerowym. Jest na co popatrzeć nawet po zmroku, akwarium jest podświetlane. Wiadomo, jak się pływająca w akwarium ryba nazywa, bo obok ustawiono tablice poglądowe. Ta atrakcja turystyczna i lekcja poglądowa, pokazuje, że stawy to żywy organizm, uczy szacunku dla przyrody, jest też informacją, że to wielki skarb regionu, którego nie wolno rozmienić na drobne.

Strażnikiem skarbu jest starostwo powiatu milickiego. Jest pozytywnie nastawione na „Zadaniuje się" turystycznie, dzięki czemu powstaje coraz więcej atrakcji w okolicy. A jak są atrakcje, są turyści. W miejscach, gdzie były tory kolejki wąskotorowej, ustawiono wagoniki, zbudowano przystanki. Obecnie korzystają z nich rowerzyści, bo po dawnym torowisku poprowadzono ścieżkę rowerową. Akwarium z rybami, które żyją w stawach milickich, stoi obok przystanku Milicz Zamek.

Król stołu zdetronizował schabowego

2.-krolestwo-karpiaSukces promocyjny karpia konsumują w sensie dosłownym tutejsi restauratorzy. Anna i Dariusz Moczulscy, właściciele „Parkowej", restauracji w parku pałacowym w Miliczu, podają karpia faszerowanego, smażonego, wędzonego, zupę rybną, zapiekankę rybną z warzywami. Tak jest od 9 lat. Wcześniej rybka przegrywała ze schabowym, powodzeniem cieszył się jedynie zestaw: rybka plus pięćdziesiątka. Ale to przeszłość. Ryby doszły do głosu, mają dobrego ambasadora: Partnerstwo dla Doliny Baryczy. Akcje promocyjne, prowadzone przezeń od 9 lat, dały rezultaty. Drugim sojusznikiem ryb stał się Samorząd Województwa Dolnośląskiego, który przejął gospodarstwo rybackie. A tym samym i stawy. Tak wielkie akweny, nad którymi wzbijają się wielkie stada ptaków, trafiły z mety do spotów, które urząd marszałkowski zamówił, żeby promować województwo.

„Parkowa" włączyła ryby do menu cateringowego i odbiorcy nie protestują. Wprost przeciwnie - tego się domagają. Inni okoliczni restauratorzy gruszek w popiele nie zasypują i też traktują karpia, jak króla stołu.

- Najlepszą receptą na sukces jest konkurencja, wymusza dbałość o jakość. Tak mówi moja żona i ja się z nią zgadam - mówi Dariusz Moczulski. 31 sierpnia z całą rodziną przyjechał do Wrocławia, gdzie Dolnośląski Ośrodek Doradztwa Rolniczego zorganizował - po raz kolejny - Dni Karpia. Impreza cieszyła się ogromnym powodzeniem, prezentacjom kulinarnym towarzyszyły występy folklorystyczne i promocja atrakcji Doliny Baryczy. Hity: zupa rybna i... pierogi nadziewane karpiem. Wrocławianie przyszli tłumnie. Ryszard Czerwiński, dyrektor Dolnośląskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego, powinien pogratulować sobie sprawności organizacyjnej i promocyjnej. Karp, o którym Polacy w okresie PRL-u przypominali sobie tylko w czasie wigilii Bożego Narodzenia, przestał być okazjonalnym gościem stołu. Dietetycy takie kulinarne upodobania chwalą, wypominają nam, że ryb jemy ciągle za mało. Stawy będą zarastać, jeśli zaprzestanie się regularnej hodowli ryb, więc spożycie karpi to ważny aspekt ochrony przyrody. Z tej perspektywy dla lokalnego patrioty uczestnictwo w Dniach Karpia to obowiązek, na szczęście miły, bo związany z kulturą stołu.

Marek Perzyński

 

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit