Gdański historyk rozwija turystykę w dzielnicy, do której (jeszcze) niechętnie wycieczki zaglądają...

To dowód, że na turystyce można zarabiać

Gdańsk Orunia ma swój herb...Więcej »

Nie sztuka robić turystyczny biznes nad atrakcyjnym morzem. Wystarczy wybudować hotel, zachęcać ludzi by przyjeżdżali. Podobnie w górach - turystyka jest biznesowym samograjem. Kunsztem biznesu turystycznego jest rozwijanie tej branży w miejscu niemal zdegradowanym, zapomnianym, gdzie trzeba budować wszystko od podstaw. Rewitalizować. Odzyskiwać historię.

Tak właśnie postępuje Krzysztof Kosik, historyk z wykształcenia, właściciel zajazdu Otelix w Gdańsku Oruni. Przy okazji, cała dzielnica odzyskuje swą tożsamość, staje się atrakcyjną dla gości krajowych i zagranicznych. Korzysta na tym cały Gdańsk. To dowód, że na turystyce można zarabiać, a biznes może rodzić się na... kamieniach.
Zaczęło się pod koniec ubiegłego wieku. Wówczas pan Krzysztof kupił od miasta nieruchomość w Gdańsku Oruni, przy ul. Gościnnej. Zaczął budować zajazd. Gdy już obiekt był w stanie zaawansowanym, w lecie 2001 roku, nagle wylał zabytkowy, zbudowany przez Krzyżaków, Kanał Raduni - znajdujący się w odległości kilkudziesięciu metrów od przyszłego turystycznego obiektu. Woda wdarła się na teren posesji, ale główne uderzenie powodzi powstrzymał mur, który pan Krzysztof zbudował. Dzisiaj już mało kto pamięta, że ta budowla sprawiła, że mniej ucierpiał pobliski kościół. Nurt powodziowy natrafiwszy na mur przyszłego zajazdu turystycznego, rozdzielił się i nie uderzył bezpośrednio w świątynię.
Zniszczony powodzią Gdańsk, został na tydzień niemal odcięty od reszty Polski. Nie dojeżdżały tu pociągi z głębi kraju. Orunia i przyległe osiedla ucierpiały najbardziej.
Krzysztof Kosik nie załamywał rąk. Nadal realizował swe plany. Odzyskiwał zabytki - świadczące o świetności dawnej Oruni, o przeszłości, z której mieszkańcy tej dzielnicy mogą być dumni.
Opinia o tym kawałku Gdańska nie była jednak najlepsza
- Orunia? Lepiej tam nie zaglądać. Chyba, że chcesz „kupić” cegłę - mówiono przyjezdnym, pytającym o drogę do tej dzielnicy, nieco zapomnianej, mimo że powinna być bardzo zadbana. Ona to bowiem jest jedną z pierwszych „przedstawicielek” Gdańska, dla wjeżdżających koleją czy samochodem z południa Polski do stolicy województwa pomorskiego.
Zniszczona przez powódź, w lipcu 2001 roku, nie przedstawiała się zbyt atrakcyjne. Wydawać by się mogło, że osiedle to pozostanie w opiniach ludzi jako mało gościnne i niezbyt atrakcyjne. Okazuje się jednak, że może być zupełnie inaczej, czego dowodzi właśnie Krzysztof Kosik, zapraszając na swą posesję, przy ulicy Gościnnej 3. Tam są dzieje dzielnicy w pigułce.
Skąd się wzięła nazwa: Orunia, osiedla położonego między osiedlem Święty Wojciech a centrum Gdańska, którego symbolem jest italski bóg mórz Neptun? Kiedy została włączona do Gdańska? Czy ma własny herb? Już można się tego dowiedzieć w - lapidarium - prywatnym zbiorze historycznych eksponatów, ocalonych przez Krzysztofa Kosika. Orunia ma historyczną siedzibę własnych władz, ale też swego filozofa - Artura Schopenhauera. Gościli tam car Piotr I, a podobno także Napoleon. Przedmieście godne pozazdroszczenia, jeżeli chodzi o dzieje. Niestety, trochę niedoceniane.

Dziadek Artura Schopenhauera

- Lapidarium ma dać początek pozytywnemu myśleniu o Oruni - mówi Krzysztof Kosik. - Zachęcić do ratowania dzielnicy. Oliwa na przykład sama się obroni. Ma elitarny park, biskupstwo. Orunia to robotnicza dzielnica. Bywał tu jednak Piotr I, w karczmie, która znajdowała się w rejonie Szkoły Muzycznej. Zbiór lapidarium ma być początkiem tworzenia starówki oruńskiej, a także zaczątkiem minimuzeum dzielnicy - które może powstać w budynku zabytkowej kuźni podcieniowej z 1800 roku - jedynej takiej w Gdańsku. Tam mogłaby powstać izba pamięci Oruni.
Pierwsze eksponaty w lapidarium to m.in. kamień graniczny z okresu średniowiecza, z gmerkami właściciela tej posesji. Gmerki znajdują się także w podziemnej części tego słupa granicznego. Unikatem jest też kamień przedprogowy z nieruchomości Andrzeja Schopenhauera - dziadka Artura - słynnego gdańskiego filozofa. Na kamieniu jest wyryty rok 1701. Inny zabytek: koło młyńskie, służył jako podest wejściowy do budynku z XIX wieku, już rozebranego. Jest też płyta z głównej alei cmentarza ewangelickiego, od lat 60. nieistniejącego; na jego miejscu stoi m.in. ośrodek zdrowia, a pozostał kawałek alei z cmentarnej. Ozdobą ogrodzenia posesji jest barokowy maszkaron z piaskowca - kiedyś zwieńczenie okna budynku przy ul. Ukośnej. - To ma być uszanowanie przeszłości dzielnicy - mówi Krzysztof Kosik o swym zbiorze. - Tworzenie podstaw podwalin pod monografię Oruni, posiadającą przecież ciekawą substancję zabytkową.

Pozostaje problem: jak zorganizować reklamę?

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit