Poezja i muzyka straciłyby wiele bez takich kobiet

To miejsce z pewnością znajdzie się na trasie wycieczkowej turystów lubiących zwiedzanie dawnych siedzib ziemiańskich. Świeżo odrestaurowany dwór Orpiszewskich w Kłóbce. Staranna rekonstrukcja przywołuje otoczenie w jakim żyli dawni właściciele ziemscy, a legenda miłosnych związków jego mieszkanki Marii Orpiszewskiej z Fryderykiem Chopinem i Juliuszem Słowackim – pobudza wyobraźnię i dodaje miejscu emocjonalnego kolorytu.

Zrekonstruowany dwór stoi w pobliżu skansenu Kujawsko-Dobrzyńskiego Parku Etnograficznego w Kłóbce. Obiektem administruje Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku. Rekonstrukcja zrujnowanej rezydencji z XIX wieku, przekształcenie jej w placówkę muzealną i jedną z większych atrakcji regionu była możliwa dzięki środkom Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego. W starszej, parterowej część dworu odtworzony został wystrój ziemiańskiej siedziby z lat trzydziestych ubiegłego wieku. Pomieszczenia aranżowane są na podstawie zachowanych opisów i przekazów między innymi od członków rodziny ostatnich przedwojennych właścicieli Kłóbki. Przykładem dbałości muzealników o wierność stylu epoki i oddaniu upodobań mieszkańców są poszukiwania obrazów, które zdobiły ściany salonu. Z uzyskanych informacji wynika, że w reprezentacyjnym pomieszczeniu wisiały dwa pejzaże namalowane na przełomie XVII i XVIII wieku przez Philipa Petera Roosa noszącego przydomek Rosa da Tivoli. Włocławskiemu muzeum udało się na rynku sztuki zakupić dwa płótna „Pejzaż fantastyczny” i „Pejzaż z owcami i kozami”, podobne w kolorystyce i nastroju płótna pędzla niemieckiego malarza, znanego ze scen pastoralnych. Nowsze klasycystyczne skrzydło dworku poświęcone zostało życiu i twórczości Marii Wodzińskiej Orpiszewskiej. Ekspozycje podzielono na dwie części. Pierwsza poświęcona jest młodości Marii Wodzińskiej, druga – dojrzałej malarce, dwukrotnej mężatce, spędzającej ostatnie lata w dworze w Kłóbce. Zwiedzający mogą ocenić jej talent na podstawie prezentowanych akwarel, i obrazów olejnych i szkiców ołówkiem. Częścią ekspozycji jest też pianino marki Pleyel, na którym podobno dość składnie grywała. Wiele jest różnych pamiątek, między innymi fotografii, czy dedykowanych jej utworów. Ale nic tak nie frapuje, jak historia jej życia uczuciowego.

Nie dość dobry materiał na męża

Nie była kobietą o zniewalającej urodzie. Słowacki, w którym dusza poety wyostrzała zmysł obserwacji, określał ją w liście do matki, jako pannę bardzo brzydką. Dostrzegał jednak jej inne talenty. Na początek umiejętność ślicznej gry na fortepianie. Okazji do podziwiania jej popisów pianistycznych i kompozytorskich, dostarczały Słowackiemu wizyty towarzyskie, jakie składał Wodzińskim podczas pobytu w Szwajcarii. Wodzińscy, pochodzący ze znaczącego rodu magnackiego na Kujawach wyjechali z kraju po Powstaniu Listopadowym. Podczas pobytu w Genewie prowadzili otwarty salon, podejmując wielu ludzi kultury. Młoda panna studiowała na akademii rysunek i malarstwo, swobodnie mówiła po francusku i angielsku. Jak bywa w przypadku uczuć, trudno odgadnąć czym podfruwajka zdobyła serce sporo starszego poety, który począł snuć poważne plany matrymonialne. Możliwe zresztą, że uznał, iż dość długo skakał z kwiatka na kwiatek, pora skończyć z beztroskimi romansami, i po prostu czas się ustatkować. Do zawarcia kontraktu małżeńskiego jednak nie doszło. Na przeszkodzie stanęli rodzice wybranki. Na hrabiostwu Wincencie i Teresie Wodzińskich przyszły wieszcz narodowy literatury romantyzmu, nie robił wrażenia materiału na męża gwarantującego córce pozycji społecznej na tyle wysokiej, na jaką zasługiwała. Tym twardym zasadom obowiązującym wśród ludzi wyższej sfery, po części, zawdzięczamy wzbogacenie dorobku poetyki lirycznej o natchnione dzieło. Słowacki, odtrącony przez rodzinę nastoletniej oblubienicy, kontempluje swój zawód miłosny w poemacie o tytule „W Szwajcarii”. Melancholią tchnie również krótki mistrzowski wpis skomponowany od ręki, znany po tytułem „W sztambuchu Marii Wodzińskiej”. Poeta dokonał go na prośbę Marii, i nim atrament wysechł, odczytał grupie przyjaciół wspominających wspólną podróż w Alpy Berneńskie. Wirtuozeria kompozycji trzynastozgłoskowca, typowego dla liryki romantycznej, pełnego chmurnych przeczuć, zachwyciła obecnych. Niestety podobnej popularności nie zdobyły składane strofy wyrażające promienną radość zakochanego młodzieńca.

Tylko ten jeden raz zdecydował się poprosić jakąkolwiek kobietę o rękę Akwarela pędzla Marii Wodzińskiej

Los zetknął Marię z Chopinem w Dreźnie, dokąd Wodzińscy przenieśli się z Genewy. Hrabina Teresa Wodzińska, matka Marii wielokrotnie zapraszała genialnego pianistę do odwiedzin. Skorzystał z zaproszenia w drodze z Karlsbadu. Podlotkowata Maria spędzała z artystą mnóstwo czasu. Całe dnie zwiedzali drezdeńskie zabytki i galerie. Zbliżyli się do siebie, a tygodniowy pobyt zakończył się czułą obietnicą spotkania za rok, który minął Chopinowi w dość stanowczym przeświadczeniu, że ma szansę wejścia do rodziny Wodzińskich. Na pewno brał pod uwagę trudności, między innymi metrykalne. Sama Maria ubolewała, że nie nazywa się Chopiński i nie jest Polakiem. Mimo to przy kolejnym spotkaniu w Marienbadzie, meldując się w hotelu, Chopin patrzył z optymizmem w przyszłość, i przedstawił się jako właściciel ziemski. W istocie był to szczęśliwy okres. Młodzi nie rozstawali się ze sobą, spacerowali, prawili tkliwe słówka. Na pamiątką tych szczęsnych chwil Maria wykonała akwarelą, jeden z najbardziej znanych współcześnie portretów Fryderyka, on zrewanżował się wpisem dwóch etiud do sztambucha. Słowem, doskonały klimat do oświadczyn. Zrękowiny zaaprobowała warunkowo hrabina Teresa, uprzedzając, że zawarte są na próbę, jak pisze Dioniza Wawrzykowska-Wiercichowska w książce Muza Słowackiego i Chopina. Próbne zaręczyny nie przetrwały. W pewnej mierze z winy samego Chopina. W Paryżu wszedł w zażyłe stosunki z Delfiną Potocką, która brała u mistrza lekcje gry na fortepianie. Uczennica znana była ze skłonności do bałamucenia mężczyzn, a plotki szybko się rozchodzą. Kontakty z Wodzińskimi siłą faktu osłabły. Maria pozostała panną na wydaniu. Rzecz jasna za dziedzica herbowych włości. Godnym jej ręki okazał się Józef hrabia Skarbek, syn Fryderyka Skarbka ojca chrzestnego Fryderyka Chopina. Owe bliskie koligacje środowiskowe pogłębiły w artyście poczucie doznanego boleśnie zlekceważenia. Hołubił tę poniżającą porażkę w zalotach do końca swoich dni. Pakiecik listów od Marii opatrzył posępnym zwrotem – moja bieda. Być może nie tylko etiuda f-moll skomponowana została pod wpływem emocjonalnego stosunku do nastolatki, ale wspomnienia zachowały właściwości pobudzające twórczo także w innych momentach? Ostatecznie tylko ten jeden raz Chopin zdecydował się poprosić jakąkolwiek kobietę o rękę.

Wykalkulowane małżeństwo z hrabią Skrabkiem, młodszym od dwudziestodwuletniej żony, okazało się niewypałem. Co prawda Maria wiodła przepyszne życie u boku oddanego męża, ale o ironio, oszalała z miłości do jego dzierżawcy Władysława Orpiszewskiego z Kłóbki. Nie zadowoliły jej potajemne schadzki. Uciekła z domu. Udało jej się uzyskać oficjalne unieważnienie małżeństwa i zamieszkać z mężczyzna swojego życia. Choć musiała jej po latach schlebiać legenda o niej – muzie Słowackiego i Chopina – wyznała pod koniec życia, że dumna jest tylko z tego jak ją mąż kochał. Miał coś w sobie z przeszłości. Władysław był po trosze poetą, nie tej miary co Słowacki, i cierpiał na chorobę płuc, jak Chopin. No i kochał ją, pomimo że po trzydziestce nabrała tuszy i nie przypominała zwiewnej muzy pobudzającej zmysły artystów. Kiedy zmarł, Maria przeniosła się do siostrzenicy do Kłóbki, w której pozostała przez następne lata. Pamięć o zmarłym upamiętniła umieszczając w tutejszym kościele pod wezwaniem świętego Prokopa Męczennika epitafium tej treści – przeszło życie pospolite, choć górne były marzenia, niech to serce rozbite, ma przynajmniej grób z kamienia.

Maria WodzińskaZwiedzanie z przewodnikiem

Dwór Orpiszewskich wzniesiony został około roku 1850, jest częścią skansenu dawnej wsi kujawskiej wraz z zabytkowym kościołem, dworskim parkiem i zrekonstruowaną wsią. Przydatna wiedzę o tym miejscu zawiera przewodnik po Kujawsko-Dobrzyńskim Parku Etnograficznym w Kłóbce, wydany przez Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku. W części poświęconej zabytkowemu dworowi opisano historię jej mieszkanki, Marii z Wodzińskich Orpiszewskiej oraz funkcje i wyposażenie poszczególnych wnętrz dworskich. Przewodnik opatrzony jest mapą terenu z zaznaczonymi poszczególnymi obiektami oraz ciągami komunikacyjnymi. Układ przewodnika umożliwia samodzielne zwiedzanie i poruszanie się po obszarze Kujawsko-Dobrzyńskiego Parku Etnograficznego. Wydawnictwo można nabyć w skansenie w Kłóbce i muzeach we Włocławku. Zmotoryzowani dojadą do Kłóbki skręcając w Modliborzu z trasy A1 i kierując się wprost do tej malowniczo położonej wsi. Zwiedzający mogą zapoznać się z ekspozycją od 1 maja do 31 października, codziennie w godzinach od 10.00 do 18.00. Od 1 listopada do 30 kwietnia od 10.00 do 16.00. W poniedziałki obiekt jest zamknięty. Bilet normalny upoważniający do zwiedzania zarówno dworu jaki i skansenu kosztuje 15 złotych. Pięć złotych taniej płaci się za wejście tylko do pomieszczeń dworu.

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit