Niedoceniona atrakcja Świnoujścia

Nie zapomnisz korwety księdza Sasadeusza

Proboszcz ma na plebanii monitoring, dzięki czemu kościół jest otwarty przez cały dzień i minikorwetę można zobaczyć bez przeszkód/ fot.: Marek Perzyński

Niemiecki szyper, który znalazł w Świnoujściu miłość, zostawił tu w zamian statek. Do dziś cumuje w... miejscowym kościele. Ks. Kazimierz Sasadeusz, proboszcz, nie spuszcza go z oka - to wielka skarb parafii. Ma na plebanii monitoring.

Szkoda, że spece od reklamy Świnoujścia o minikorwecie nie umieścili choćby wzmianki w reklamówce o tym mieście (mapa plus miniprzewodnik) rozdawanej bezpłatnie turystom. Niewielu więc wie o tej osobliwości, a to świetny pretekst na spacer z dzielnicy nadmorskiej do centrum miasta nawet w słotne jesienne dni.

Lata 1808-1813, blokada portów kontynentalnych dla towarów angielskich, z woli Napoleona. Christian Hains, hamburski kupiec i właściciel statku, wpada w ręce francuskich kaprów. Zarzut: łamanie blokady. Zostaje internowany. W porcie Bordeux, wśród wielu niemieckich statków zatrzymanych przez Francuzów. Kilka miesięcy bezczynności daje w kość, nawet wśród swoich. Ucieczka? Miła myśl, ale jej realizacja oznaczałaby utratę statku - nie wchodzi w rachubę.

Lekarstwo na nudę znajduje brat Christiana - cieśla okrętowy, „złota rączka”. Obaj zaczynają pracę nad modelem korwety (żaglowego statku). Typu francuskiego. Oryginały są na wyciągnięcie ręki. I to cała flotylla! Godziny, dni, miesiące przestają się dłużyć.

Kobieta wymarzona

O czym rozmawiają przy pracy bracia? O kobietach. A właściwie o tej jedynej, wymarzonej, pięknej, gospodarnej - taka ma być przyszła żona Christiana. Nie miał jeszcze kandydatki, ale widział ją w myślach. Miał ponad 30 lat, dobry wiek, żeby się ustatkować. Postanowił, że w kościele, w którym weźmie ślub, zostawi po sobie pamiątkę - miniaturę korwety, nad którą pracował z bratem podczas przymusowego pobytu we Francji.

Kandydatkę do ożenku Christian wypatrzył w Świnoujściu. Zawitał tu w 1813 r. z ładunkiem czerwonego wina, w pierwszy handlowy rejs po zawaleniu się imperium Napoleona. Świnoujście: lichy port, pustawe nabrzeża, luźno rozrzucone małe domy, piaszczyste ulice pełne błota i dziur, kilka nędznych tawern - pisze o tej miejscowości z tamtych czasów dr Józef Pluciński, autor opracowania o historii świnoujskiej parafii Chrystusa Króla, w tym o dziejach miniatury korwety.

Marynarz - antidotum na nudęMiniatura korwety typu francuskiego przetrwała wiele burz   dziejowych, w tym dwie wojny światowe/ fot.: Marek Perzyński

Żeglarze przywozili nie tylko towary, ale i wieści z szerokiego świata. Zastępowali radio, telewizor, Internet. Kapitanowie mogli zawsze liczyć na zaproszenie do tzw. dobrych domów. Do takich należał dom Martina Wagnera, kupca handlującego kawą i herbatą. Christian już pierwszego dnia zwrócił uwagę na śliczną buzię, która słuchała jego opowieści z wypiekami na twarzy. Hanna Charlotte Dorothea Wagner - trojga imion córka gospodarza - wykazała tak duże zainteresowanie osobą hamburskiego kupca, że doszło do kolejnych wizyt. Zaiskrzyło z obu stron. W końcu szyper oświadczył się. Dziewczę pokraśniała z radości, podobnie jej rodzice. Ślub odbył się 28 lipca 1814 r., w świnoujskim kościele. On miał wtedy 37 lat, ona o 15 mniej.

Wyjechali do Hamburga. Bez korwety, która - zgodnie z przyrzeczeniem złożonym sobie przez hamburskiego kupca - do dziś znajduje się w świnoujskim kościele (wówczas ewangelickim, dziś katolickim). Przechodzą pod nią wszystkie młode pary, które biorą w nim ślub - wisi w nawie głównej. Christian nazwał ją „vergissmannicht”, czyli ‘nie zapomina się”.

Marek Perzyński

 

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit