Marszałek województwa lubuskiego dba o winnice - skarb tamtej krainy

Nadodrzańska enoturystyka

Kinga Kowalewska-Koziarska ze Starej Wsi, niedaleko Nowej Soli uważa, że Lubuski Szlak Wina i Miodu może być kręgosłupem rozwoju turystyki/ fot.: Kazimierz Netka

Winnice, jeden z największych polskich skarbów, niewiele korzystają ze wsparcia, jakie mogą dać im lokalne organizacje turystyczne. To trzeba zmienić.

Krainą polskiego przemysłu winiarskiego i enoturystyki jest Ziemia Lubuska. Wiele winnic założono tam nad Odrą lub w jej pobliżu. Rzeka ta może być wspaniały szlakiem dla wędrowców - od jednej wytwórni, do następnej. Tym śladem popłynęli, pojechali, poszli, reprezentanci środków masowego przekazu - członkowie stowarzyszenia Krajowy Klub Reportażu (KKR). Na podróż studyjną zaprosiła dziennikarzy z KKR marszałek województwa lubuskiego  Elżbieta Polak. Zwiedzający lubuskie atrakcje redaktorzy byli pod opieką Andżeliki Marciniak z Biura Promocji Województwa i Komunikacji Społecznej Gabinetu Zarządu w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubuskiego.

Przyjeżdżamy do Starej Wsi, niedaleko Nowej Soli. Tutaj powstała Winnica Kinga - pokoleniowe gospodarstwo winiarskie, założone w 1985 roku przez Halinę i Wojciecha Kowalewskich. Obecnie prowadzone przez drugie pokolenie Kingę i Roberta Koziarskich. Jak funkcjonowanie tej winiarni jest propagowane w świecie? - pytamy.

- Współpracujemy z informacją turystyczną, z Lubuską Regionalną Organizacją Turystyczną. Turystyka szuka wina. Dla mnie jednak największą korzyścią jest poczta „pantoflowa” - mówi Kinga Kowalewska-Koziarska. - Ważne, żeby turysta, który stąd wyjechał, powtarzał innym, jak tu jest pięknie. Zależmy mi również, byście wyjechawszy stąd, mówili, że lubuskie jest fantastyczne - mówiła do dziennikarzy z KKR. Nie ma lepszej reklamy. Lubuski Szlak Wina i Miodu może być kręgosłupem rozwoju turystyki w województwie.

Podobnie jest w następnej winnicy, gdzie w imieniu rodziców wita gości Małgorzata Krojcig. Do tej winnicy, założonej przez Danutę i Marka Krojcigów, w Górzykowie (nad Odrą, na północny wschód od Zielonej Góry), goście mogą docierać galarami. Odrą, na przykład z portu w Cigacicach. Potem wpływają w kanał Obrzycy - starorzecze Odry. Wysiadają na łączce i dalej wędrują pod górę, między szpalerami winnych krzewów. Na wierzchołki wzniesienia witają ich gospodarze.

- Winnice zakładali tu cystersi, a wycieczki przybywały nawet z Berlina - opowiada Małgorzata Krojcig. - Wojna, i lata po niej, wiele zmieniły.Małgorzata, przedstawicielka rodziny Krojcig - właścicieli Starej Winnej Góry. W winnicy położonej w malowniczych okolicach pradoliny Odry - w Górzykowie (okolice Zielonej Góry) uprawia się szlachetne szczepy winorośli i produkuje  wyśmienite wina gronowe/ fot.: Kazimierz Netka

Teraz już kraina win została zrewitalizowana. Zaczynano od pojedynczych krzewów. Tak było u pani Kingi, tak jest u pani Małgorzaty. Cystersi pierwsi zrobili tu wino, w Gościkowie - Paradyżu (na północ od Świebodzina). W archiwach są podobno stare receptury, ale nie ma do nich dostępu.

Teraz, na Winnej Górze - w Górzykowie powstaje Agroturystyczne Centrum Konferencyjno-Pensjonatowe. Przedsięwzięcie to, o nazwie: „Rozwój turystyki winiarskiej przez wprowadzenie usług noclegowo-restauracyjnych” współfinansowane jest przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz ze środków Budżetu Państwa w ramach Lubuskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013.

Stare przepisy wyroby win, to może być dobry „magnes” na wycieczki, a także indywidualnych wczasowiczów. Warto, by lokalne, a także regionalna organizacja turystyczna, spróbowały wydobyć te receptury. Oczywiście, nagłaśniając przy tym nie tylko starania o owe przepisy, ale też ich odnalezienie i początek produkcji. Niestety, organizacje turystyczne pozostają jakby z boku. Ich reprezentanci nielicznie uczestniczyli w spotkaniach w ramach press tour, zorganizowanego dla członków KKR przez Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego.

O nagłośnienie winnicowych atrakcji tej ziemi warto się zatroszczyć tym bardziej, że plantacje winogron odradzały się niemal jak Feniks z popiołów, a „Kinga” w Starej Wsi - z potopu, bo Odra, podczas powodzi w 1997 roku, zniszczyła ją prawie doszczętnie.

Kazimierz Netka

 

 


Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit