„Leonardia” - nowatorski rodzinny produkt turystyczny

Czym bawił się Leonardo da Vinci

1. Czym

Decyzja Mirosławy i Dariusza Sendalów wymagała odwagi i pewnej dozy szaleństwa. Zwinęli dobrze prosperującą firmę budowlaną w Mrągowie, żeby przenieść się nad Bałtyk i stworzyć tam od zera prywatny park rozrywki. Własnoręcznie wykonali prawie sto gier z całego świata, które rozstawili na ponad trzyhektarowej łące. Park o nazwie „Leonardia" otworzył podwoje w maju 2013 r. Po pierwszym sezonie działalności można już mówić o sukcesie.

– „Leonardia" powstała z naszych marzeń i pasji – mówi Mirosława Miklaszewicz-Sendal, spiritus movens całego przedsięwzięcia. – Znajomi na początku dodawali uszczypliwie, że także z głupoty...
Sendalowie zawsze lubili odpoczywać aktywnie. Gdy wyjeżdżali z córką na wakacje, wszędzie brakowało im miejsca, w którym mogliby się rozerwać całą rodziną. – Postanowiliśmy więc sami stworzyć takie miejsce – opowiada rozmówczyni. – Nie od razu wpadliśmy na pomysł gier z różnych stron świata. Ale cel mieliśmy jasno określony; miał to być plac, na którym dzieci, rodzice i dziadkowie będą się integrować przez wspólną zabawę.

Z tej drogi nie było odwrotu
Początkowo myśleli o polu golfowym, ale niestandardowym. Oprócz niego miały być jeszcze inne atrakcje. Traf sprawił, że wpadł im w ręce szkic starej gry stołowej wraz z opisem jej zasad. – I wtedy zaświtała nam myśl, żeby stworzyć coś w dawnym stylu – kontynuuje swą opowieść pani Mirosława. – Chcieliśmy zacząć od zgromadzenia modeli wynalazków Leonarda da Vinci, które zwiedzający mogliby samodzielnie składać i zobaczyć od podszewki, jak one działają. Z tego pomysłu zrodziła się nazwa „Leonardia". Gry miały stopniowo dochodzić później, jednak wskutek nieprzewidzianych okoliczności musieliśmy odwrócić kolejność.
Pierwotnie zamierzali utworzyć ten park na Mazurach. Myśleli o okolicach swego rodzinnego Mrągowa, Mikołajek lub Giżycka. Kiedy mieli już na oku niezłą lokalizację, zdali sobie sprawę, że – chcąc robić wszystko sami – muszą zamieszkać na terenie parku. – Skoro stanęliśmy przed koniecznością sprzedaży domu oraz osiedleniem się w nowym miejscu, postanowiłam pójść na całość i przeprowadzić się z kapitałem i marzeniami nad morze, gdzie zawsze chciałam mieszkać – wspomina pani Mirosława. – Znajomi pukali się w czoło. Nasza firma była dochodowa, mieszkaliśmy wygodnie, niczego nam nie brakowało.
Nowego siedliska szukali w Internecie. Wybrali Krupy w pobliżu Darłowa, ponieważ był dobry dojazd do działki, a obok domu znajdowały się łąka i las. Zaabsorbowani sprzedażą domu w Mrągowie i zwijaniem firmy, nierozważnie zrezygnowali przed zakupem z obejrzenia posesji w realu. Kiedy w styczniu 2012 r. pojechali tam z zaliczką, przeżyli szok. Posesja nie wyglądała tak, jak na zdjęciach. Dom wymagał kapitalnego remontu.
– Można powiedzieć, że cofnęliśmy się do średniowiecza. Przez pewien czas musieliśmy obywać się bez ogrzewania, prądu, łazienki i ubikacji. Koczowaliśmy u sąsiadów. Z tej drogi nie było już jednak odwrotu – dodaje śmiejąc się dziś rozmówczyni. Ale wówczas nie było jej do śmiechu. Tworzenie „Leonardii" trzeba było odłożyć i zająć się doprowadzeniem mieszkania do stanu używalności.

Internet okazał się bezużyteczny
Mieszkając jeszcze na Mazurach zbudowali siedem gier, które dali do przetestowania rodzinie i znajomym. Wszystkie bardzo się spodobały, wciągały graczy. – Zachęceni dobrym przyjęciem gier podjęliśmy decyzję o robieniu następnych. Próbowaliśmy nawiązać kontakt z ludźmi interesującymi się starymi grami, z ambasadami, z różnymi organizacjami, jednak nie znaleźliśmy bratniej duszy – opowiada pani Mirosława. – Internet okazał się w tej dziedzinie bezużyteczny. Poszukiwaliśmy informacji głównie w bibliotekach. Udało nam się wyszperać ryciny starych gier z obszaru dzisiejszego Izraela, z Danii, Francji, Holandii, Niemiec, Rosji i Włoch. Co do zasad tych gier, musieliśmy je w większości wydedukować. Opisów niewiele znaleźliśmy.
Pewną inspiracją stały się dla nich książki Wojciecha Pijanowskiego, który przedstawił zaledwie kilka gier, ale wskazywał, że w jedną grę można grać na wiele sposobów. – Uruchomiliśmy własną wyobraźnię i zaczęliśmy konstruować gry działające na tych samych zasadach, ale różniące się celem, który trzeba osiągnąć – mówi pani Mirosława.
Niektóre gry modyfikowali, żeby stały się atrakcyjne w naszych czasach. Samo turlanie koła za pomocą patyka, czyli najstarsza zabawka świata nie zaciekawi dziecka w XXI wieku, przyzwyczajonego do klawiatury komputerowej i ekranu. W grach według ich pomysłu trzeba czegoś dokonać, przebyć określoną trasę itp.

Jedyna taka atrakcja w Polsce
2. CzymKażda gra jest tylko w jednym egzemplarzu. Wszystkie są wykonane ze starannie wyszlifowanego drewna, gładkie w dotyku, pokryte naturalnymi bejcami i woskami. Kiedy Mirosława i Dariusz Sendalowie otwierali „Leonardię" 13 maja 2013 roku, w parku były 83 gry. Obecnie jest ich prawie sto i sukcesywnie dochodzą nowe. Sendalowie wymyślają je i wykonują tylko we dwoje. Czasem w szlifowaniu i malowaniu pomaga im córka, dziś już studentka. Jeśli ma na to czas.
– Wykonanie jednej gry, gdy już mamy jej koncepcję, zajmuje od jednego do dwóch tygodni. Zazwyczaj robimy po parę naraz. Gdy pierwszą już malujemy, drugą jeszcze testujemy i poprawiamy; niekiedy rozbierając ją i składając na nowo po kilka razy – zdradza kulisy warsztatu pani Mirosława.
Po pierwszym sezonie można mówić o sukcesie. Wpływy z biletów wstępu wystarczyły na pokrycie kosztów codziennej egzystencji, mimo że otworzyli „Leonardię" bez rozgłosu. Nie zapowiadali wcześniej, że zakładają „jedyny w swoim rodzaju park rozrywki" i zapraszają na „wielkie otwarcie". Rozpoczęli działalność, gdy byli do tego gotowi. W efekcie ominęły ich ubiegłoroczne, wiosenne, szkolne wycieczki. Ruch na dobre rozpoczął się dopiero latem.
Niebawem przyszły im w sukurs lokalne biuro turystyczne i lokalna organizacja turystyczna DARLOT. Tylko do końca 2013 roku rozdali 20 tysięcy ulotek. Nazwa „Leonardia" i stare ryciny na prospekcie są intrygujące.
Obok zorganizowanych grup dzieci i młodzieży szkolnej zaczynają coraz liczniej przybywać rodziny z dziećmi, czyli ci, o których Sendalowie myśleli tworząc park. Dorośli bawią się nie mniej niż dzieci, a wiele dzieciaków mówi, że te gry podobają im się bardziej od internetowych! Wśród gości pojawiają się też pierwsi cudzoziemcy, do czego przyczynia się strona internetowa w siedmiu językach. Pewna czeska rodzina namawiała gorąco Sendalów, żeby utworzyli filię „Leonardii" w Czechach.

Początek nowej drogi
– Inwestycja jest jeszcze w trakcie realizacji, ale najtrudniejsze już za nami – stwierdza pani Mirosława. – W tym roku, oprócz nowych gier, dojdą wynalazki Leonarda da Vinci, nad którymi się teraz głównie skupiamy. Mamy już drewniany most według jego konstrukcji, bez żadnych gwoździ i śrub, trzymający się wyłącznie na zaciosach.
Zapytana, czy wiedząc, z czym wiąże się samodzielne tworzenie produktu turystycznego, postąpiłaby tak samo, gdyby stanęła przed decyzją porzucenia ustabilizowanego życia, odpowiedziała: – Zawsze moglibyśmy wrócić do budownictwa, ale żal byłoby nam „Leonardii", która idealnie odpowiada naszym zainteresowaniom. Choć wcześniej nie mieliśmy niczego wspólnego z turystyką , myślę, że ten park to dobry początek nowej drogi.
Alina Ert-Eberdt
---------------------------------------
„Leonardia" to prawie sto gier od średniowiecza po współczesność i wynalazki Leonarda da Vinci do samodzielnego składania i testowania. Park znajduje się przy drodze nr 205 ze Sławna do Darłowa; ok. 4 km od Darłowa i 12 km od Sławna. Są drogowskazy. Obecnie jest czynny od maja do października. W planie ma stać się obiektem całorocznym.

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit