IMEX 2011

Świat interesu i turystyka przenikają się coraz bardziej

- Oceniam tegoroczne targi jako absolutnie rekordowe pod każdym względem - mówi Bożena Kraus, od lat zapraszana na targi na całym świecie jako hosted buyer / fot.: A. Kłossowska

Ponad 3.5 tys. wystawców z ponad 150 krajów oraz blisko 4 tys. hosted buyers z 60 krajów przybyło na 9. edycję targów IMEX  we Frankfurcie nad Menem. To jedna z najważniejszych imprez MICE na świecie. Convention Bureau of Poland było w tym roku jej partnerem medialnym. Z grupą dziennikarzy targi odwiedziła także korespondentka Aktualności Turystycznych.

Mimo gromadzących się ciemnych chmur (dosłownie i w przenośni) z powody wybuchu wulkanu na Islandii – część wystawców obawiała się, czy zdoła dolecieć, a potem odlecieć z Frankfurtu – impreza przebiegła bez zakłóceń. Podkreśla to Bożena Kraus, wiceprezes zarządu biura podróży Von Quintus zajmującego się  turystyką luksusową i obsługą biznesu, która od lat zapraszana  jest na targi na całym świecie jako hosted buyer: - W tym roku IMEX został znacznie lepiej przygotowany niż w latach ubiegłych. Przestrzeń została w ten sposób zorganizowana, aby uniknąć ścisku będącego niedogodnością poprzednich edycji. Hosted Buyers dysponowali własnym lounge, gdzie nie płacąc można było zjeść śniadanie i napić kawy czy zimnych soków. Zwiększono też liczbę seminariów. W sumie oceniam tegoroczne targi jako absolutnie rekordowe pod każdym względem – dodaje Kraus.

Nowi, starzy, bardziej widoczni

IMEX 2011 stał pod znakiem zmasowanego desantu nowych firm, które jeszcze się tutaj nie wystawiały (39) oraz „weteranów” pragnących tym razem być bardziej zauważonymi. Znacznie większymi standami mogły się więc pochwalić takie państwa europejskie, jak: Chorwacja, Węgry, Szwajcaria i Holandia. Z kolei Niemcy mogły pomieścić na swoim stoisku około 200 osób. Powróciły również po nieobecności Łotwa i Litwa. Bardzo widoczna była Estonia, która w wystroju standu postawiła na promocję jednego z jej największych atutów, czyli przepastnych puszcz, jakich już Europa zachodnia nie ma. Stąd ściany stoiska tworzyły wielometrowe fotosy drzew – dzięki temu prowadzący biznesowe rozmowy (a po nieustannym tłoku widać było duże zainteresowanie ofertą tego niewielkiego nadbałtyckiego kraju) czuli się jak w lesie, pochrupując jednocześnie orzeszki prażone w miodzie, serwowane przez pucatą mieszczkę z Tallina i popijając źródlaną wodę z glinianego kubka. W ten sposób promowano zręcznie hanzeatyckie klimaty, jakimi szczyci się estońska stolica. Trzeba powiedzieć, że był to jeden z najbardziej udanych (przynajmniej jeśli chodzi o nasz kontynent), a jednocześnie nie wymagający dużych kosztów chwyt marketingowy  -  plastikowe kubeczki i talerzyki ze schnącymi na nich, nawet najatrakcyjniejszymi wiktuałami powinny już przejść do przeszłości, czego niestety nie można powiedzieć o niektórych polskich stoiskach na targach…

Come back odnotowały też kraje Ameryki Łacińskiej – Chile i Kostaryka. Ta ostatnia gościła klientów w tropikalnym gaju, oferując m.in. dyskretną lokalizację dla spotkań biznesowych na top poziomie w Arenal Kioro Suites and Spa  (53 pokoje, sala konferencyjna na 200 osób) z niezwykłym widokiem na pobliski, czynny wulkan i  relaks w gorących źródłach oraz możliwość aktywnego odprężenia w przerwach w negocjacjach: rafting, kanioning, skoki na bungee, spacery po wiszących mostach i wspinaczkę do krateru wulkanu. Przykładów takiego typu oferty dla biznesu było znacznie więcej – to już wyraźna tendencja, że świat interesu i turystyka przenikają się coraz bardziej, pragnąc czerpać jak najwięcej wzajemnych korzyści. Z jednej strony bowiem biznes, obok jak najlepszej oferty konferencyjnej, noclegowej i gastronomicznej chce otrzymać coraz bardziej niestandardowe propozycje zagospodarowania czasu wolnego uczestników ze sfery interesu (plaża, palma, morze czy spa to już przeżytek, teraz liczą się pomysły: np. rajdy dżipem przez pustynię, nurkowania z rekinami itd.). Z drugiej strony turystyka chce sprzedać biznesowi to, co najlepsze i jest to dla niej coraz większe wyzwanie, bo wszak apetyt rośnie w miarę jedzenia, a gdy w grę wchodzą naprawdę duże pieniądze, chce się za nie otrzymać jak najbardziej wyszukany, niezwykły, niepowtarzalny produkt.

Wracając do stoisk, więksi rozmiarami byli też tym razem Kanadyjczycy, a także amerykańskie miasta Boston i Las Vegas. Chyba najbardziej widoczne były jednak kraje azjatyckie: Indie, wabiąca ceremoniałem parzenia herbaty i występami muzyków w oryginalnych strojach, Korea Południowa, Chiny. Promowane przez nich obiekty konferencyjne i hotelowe spełniają najwyższe standardy, a niezwykłe lokalizacje kuszą organizatorów luksusowych incentives.

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit