Dla turystów żądnych mocnych wrażeń

Tutaj była szkoła katów

W poszukiwaniu historycznej prawdy. W romantycznym XIX wieku, kiedy wszystko musiało być nieco mroczne, tajemnicze i czasami przerażające, szkołę katów w Bieczu wymyślił prawdopodobnie pełen fantazji dziennikarz. W Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego znalazł się nawet zapisek: „W okolicznych górach ukrywało się tylu opryszków, że w 1614 roku stracono ich 120. To zrodziło potrzebę powoływania ludzi do wykonywania wyroków i stąd Biecz stał się głośny na całą Polskę swoją szkołą katów”. I tak powstała legenda.

- W Bieczu naprawdę była szkoła katów - mówi Joanna Faryj, kierownik Punktu Informacji Turystycznej, prowadzonego przez Referat Turystyki Urzędu Miasta. Nie była to wprawdzie szkoła w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Po prostu kat jako mistrz przyuczał do tego zawodu swoich adeptów.

Ale dziś w tym uroczym mieście nad rzeką Ropą, nad dachami którego wznoszą się wieże ratusza i świątyni, nikt nikogo nie katuje, a już na pewno nie informacjami, których zgromadzono w punkcie informacji turystycznej w bród. Oczywiście informacje te dotyczą zabytków, miejscowego muzeum oraz imprez, w tym Bieckiego Festiwalu Kultury (15 września) i Turnieju Rycerskiego o mieszek Zbója Becza (14-15 września).

Wielką entuzjastką turystyki, w tym informacji turystycznej, jest burmistrz Urszula Niemiec. Punkt „it”, jako jedna z 34 placówek działających w ramach projektu Małopolski System Informacji Turystycznej, pilotowanego przez Małopolską Organizację Turystyczną, zatrudnia 3 osoby. Dzięki partnerstwu 27 gmin i powiatów, w ramach Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013, uzyskano i wyposażono Punkt Informacji Turystycznej w Bieczu, który teraz mieści się w reprezentacyjnych średniowiecznych podziemiach zabytkowego ratusza. - Warto wejść na smukłą wieżę, by stamtąd obejrzeć panoramę miasta i najbliższej okolicy - zachęca rozmówczyni.

Miasto ma liczne ciekawe publikacje, także promocyjne. W punkcie „it” można dowiedzieć się też o atrakcjach okolicy, a to wszystko dzięki współpracy z sąsiadami. Między pobliskimi punktami „it” następuje bowiem dwustronna wymiana publikacji.

Wspominam wspaniałą postać nieżyjącego już doktora Tadeusza Ślawskiego, autora wielu książek, popularyzatora wiedzy, który nie szczędził swoich sił i czasu, oprowadzając osobiście również uczestników dorocznych studenckich rajdów „Beskid Niski”, wśród których byłem i ja. Wspominamy również razem bieckie pierniki, niegdyś wytwarzane w nie istniejącej już firmie „Kasztelanka”. Dobrze, że te tradycje kontynuuje miejscowa cukiernia.

W rozmowie pojawia się postać wybitnego bieczanina Marcina Kromera, patronującego Muzeum Regionalnemu i miejscowemu Stowarzyszeniu Kulturalnemu – inspiratorowi wielu wydarzeń i wydawcy cennych publikacji. A może warto nawiązać współpracę z Lidzbarkiem Warmińskim, z którym był też związany M. Kromer – zachęcam. Okazuje się, że taka inicjatywa już się pojawiła. Rozmawiamy, że być może warto zainteresować samorząd miejski do współpracy w ramach sieci Cittaslow. Wspomniany Lidzbark Warmiński czerpie z takiej współpracy oczywiste korzyści promocyjne – dodaję, powołując się na rozmowę z przedstawicielami tego miasta na targach turystycznych „Lato”.

Dziś Biecz jest odwiedzany przede wszystkim przez uczestników tranzytu. Są turyści z plecakami, którzy stąd ruszają na szlaki Beskidu Niskiego. Są goście z pobliskich kwater agroturystycznych oraz liczni kuracjusze z uzdrowisk Wysowa i Wapienne. Są też uczestnicy plenerów artystycznych.

Baza noclegowa Biecza nie jest zbyt duża. Jest Hotel, schronisko młodzieżowe. Być może znajdą się kolejni inwestorzy. Wszak Biecz z racji specyficznej atmosfery, którą tworzą malownicze położenie i zabytki, mógłby pozyskać liczniejszych turystów pobytowych.

(jpp)

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit