Study tour ŚOT

Zaskakujące miejsca, nietuzinkowi ludzie

Rafał Kolasa, współwłaściciel Twinpigs w Żorach, nim zdecydował się zainwestować w jego budowę – dostarczał specjalistyczne wyposażenie techniczne do parków rozrywki

Dobrze przygotowana podróż studyjna zaskakuje. Przeżyliśmy takie zaskoczenie zaproszeni na study tour przez Śląską Organizacje Turystyczną. Zaznaczmy na wstępie, że, wahaliśmy się czy zaproszenie przyjąć. Sceptycyzm budził w nas program podróży.

Liczyliśmy, że podążymy szlakiem pierwszego Złotego Certyfikatu POT, czyli Szlakiem Zabytków Techniki nagrodzonym w konkursie Polskiej Organizacji Turystycznej na Najlepszy Produkt Turystyczny. Tymczasem, ot, pobożne życzenia. Marszruta biegła z dala od  któregokolwiek z obiektów postindustrialnego dziedzictwa. W zamian za to - zapowiedź wizyt w miejscach odwołujących się do innego rodzaju wrażeń. Doznań podniebienia. Szlak Kulinarny „Śląskie Smaki” organizacyjnie dopieszczany przez ŚOT, to z pewnością wielki wabik turystyczny. Przyjemności stołu zawsze działają przekonywująco. Nie inaczej jest z walorami tradycyjnej kuchni śląskiej. Pod warunkiem, że się ją lubi. My zaś (sami się sobie dziwimy) niespecjalnie za nią przepadamy. By nie rzec - zupełnie nam śląskie smaki nie w smak. Dalsze atrakcje? No cóż, Jurę znamy. Jednak, pomimo początkowego sceptycyzmu,  wybraliśmy się na rekonesans wybranych miejsc województwa śląskiego. Program zakładał bowiem poznanie nowych kandydatów  do Certyfikatu POT. No i było coś jeszcze. Nasze, żywe jak zawsze, zainteresowanie budził aspekt przygotowania podróży i organizacja  jej  przebiegu przez tak ceniony przez nas zespół regionalnej organizacji turystycznej.

Redakcje mają wiele propozycji, w których mogą przebierać

Każdy obudzony w środku nocy spec od marketingu, zapytany o najbardziej efektywną (biorąc pod uwagę stosunek nakładów do efektów) formą promocji produktów i usług turystycznych, wymieni na czołowym  miejscu  - wizyty studyjne z udziałem touroperatorów i dziennikarzy. Ma rację. Z jedną uwagą. Właściwe przygotowanie i realizacja wymaga nieporównywalnie więcej trudu i zabiegów organizacyjnych niż zlecenie tradycyjnej reklamy.

W fazie wstępnej kluczowe znaczenie ma określenie grupy docelowej. Wybór mediów spośród ogólnopolskich, lokalnych, branżowych, tematycznych. Kiedy lista jest gotowa – dostosowuje się program. Ten powinien być na tyle atrakcyjny, by zachęcić lub zaintrygować dziennikarzy. Może na przykład gwarantować uczestnictwo w jakimś niecodziennym wydarzeniu, unikalnym spotkaniu, pobyt w miejscu niedostępnym dla zwykłego turysty. Redakcje mają wiele propozycji, w których mogą przebierać. Z drugiej strony nie należy być bezkrytycznym wobec chętnych do wzięcia udziału w podróży studyjnej. Nie wszyscy ludzie pióra, mikrofonu i kamery potraktują wyjazd tak, jak oczekują tego organizatorzy. Nie do przecenienia jest osoba prowadząca grupę uczestników wizyty studyjnej. Poza przygotowaniem merytorycznym musi posiadać zespół cech wyjątkowych: dużą sprawność organizacyjną, elastyczność i odporność. Program jest zazwyczaj bardzo napięty. Goszcząc zaproszonych na swoim terenie chce się im pokazać jak najwięcej, siłą rzeczy w krótkim czasie. Trzeba pogodzić konieczność przestrzegania dyscypliny czasowej z gotowością do elastycznej zmiany punktów programu. Nierzadko zdarza się, że coś na dłużej przykuje uwagę dziennikarzy burząc harmonogram marszruty. Zbyt wiele takich nieprzewidzianych momentów grozi jednak, że program  się rozleci.  Powstałe wskutek tego opóźnienia zrujnują przedsięwzięcie. Dlatego czasem z bólem serca, w najlepszym momencie, gdy gospodarze wychodzą ze skóry przedstawiając lokalne atrakcje, a goście się rozkręcają, cicerone musi stanowczo powiedzieć: dość, jedziemy dalej.

Interdyscyplinarność gospodarki turystycznej

Pozwoliliśmy sobie na ten przydługi akapit (który mamy nadzieję nie znużył Czytelnika) nie bez racji. Meandry podróży studyjnych są pomijane. Niesłusznie. Ciężka praca wielu osób zaangażowanych w realizację przedsięwzięcia budzi respekt. Końcowe efekty zawsze pozostają niewiadomą. I tym razem trudno przewidzieć, jak ostatecznie wypadnie  podsumowanie dokonane przez Śląską Organizację Turystyczną. My podjętej (z wahaniem) decyzji udziału nie żałujemy. Podróż, w każdym jej elemencie, uznajemy za modelowy przykład organizacji study tour. Sprawa zasadnicza: uczestnicy. Agnieszka Sikorska, dyrektor ŚOT skierowała zaproszenie do mediów branżowych i lokalnych. Ograniczyła taktycznie ich liczbę zyskując wiele na mobilności grupy i komunikatywności przebiegu spotkań. W warstwie merytorycznej udało się osiągnąć cel, który wskazaliśmy w pierwszym zdaniu. Udało się zaintrygować. Zwiedziliśmy miejsca zaskakujące, poznaliśmy nietuzinkowych ludzi, twórczych, oryginalnych, pełnych zawodowej pasji.  Poświęcimy im osobne teksty w Aktualnościach Turystycznych. Zaręczamy, że warto wybrać się w te strony.

Uogólniając, znajdujemy na Śląsku klarowne potwierdzenie zjawiska interdyscyplinarnościMałgorzata Luberta, przewodnik po parku rozrywki Twinpigs, pełni wszechstronną funkcję. Gdy trzeba, oprowadza turystów, innym razem, gdy tłum gości okupuje saloon, staje przy kuchni pomagając w przyrządzaniu dań gospodarki turystycznej. Jedną z cech jest przepływ kapitałów inwestycyjnych. Nowa infrastruktura turystyczna rośnie dzięki środkom płynącym z posażnych branż. Pozornie bez powiązań z sektorem turystycznym. Decyzje o zaangażowaniu pieniędzy podejmują przedsiębiorcy mający dotąd niewiele lub zgoła nic wspólnego z obsługą ruchu turystycznego. A jednak. Nie dość, że podejmują ryzyko lokowania pokaźnych kwot w nowej dla siebie gałęzi, to z dużą pewnością siebie, osobiście angażują się w prowadzenie firm. Przyznają: nie jesteśmy specjalistami, ale logicznie rzecz biorąc, wydaje nam się, że powinno to wyglądać tak i tak. Rezultaty robią wrażenie. Rzadko zawodzi ich intuicja. Uczą się na własnych błędach. Jeśli już je popełniają, robią to dyskretnie. Pomyłki nie rzucają się w oczy.

Poi, opatruje i reanimuje zemdlałych rycerzy

Jednym z przykładów jest Warownia Pszczyńskich Rycerzy. Restauracja we wzniesionym od fundamentów zamczysku. Nad okolicą górują mocarne baszty. Imponuje rozmach, dbałość o detale aranżacyjne i towarzysząca choreografia. Strażnicy furtowi witają przybyłych, obsługa kelnerska w noszonym z gracją odzieniu o kroju jak spod igły średniowiecznych krawców. W weekendy ożywa podgrodzie. Zespół animatorów wypełnia czas przybyłych imprezami rodzinnymi. Oczywiście, w stylu epoki. Tą zgraną ekipą kieruje Magdalena Dzija-Sikora. Lubi wcielać się w królową Bonę. Doświadczyła zgiełku bitewnego na polach Grunwaldu. Poi, opatruje i reanimuje zemdlałych rycerzy biorących udział w inscenizacji starcia, w którym bracia Jagiełło gromią krzyżackie hufce. Wszystko to dziać się może dzięki zyskom, które właściciel Warowni osiąga w branży paliwowej. Zresztą, znakomicie czuje się w profesji pełnego fantazyjnych pomysłów hotelarza. W planach jest dalsza rozbudowa podzamcza i poszerzenie palety imprez.

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit