DOT w centrum handlowym

W turystyce jak w rolnictwie - jak nie zasiejesz, nie zbierzesz

Jędrzej Ciosański, kasztelan zamku Chojnik, przybył na stoisko DOT-u z kurtuazyjną wizytą, ale - jak to zwykle bywa - zaraz przerodziła się ona w służbową. Omówiono cele strategiczne na jesień br. Imć panu Jędrzejowi towarzyszyła małżonka/ fot.: Marek Perzyński

Jak przekonać turystów spoza Dolnego Śląska, żeby odwiedzali tę krainę, skoro nawet wielu autochtonów jej nie zna lub zna tylko pobieżnie, bo wolne chwile spędza najchętniej w supermarketach. W Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej zdają sobie z problemu sprawę i postanowili temu zaradzić w… centrum handlowym.

3 sierpnia, w Centrum Handlowym „Magnolia Park”, dwóch pracowników DOT przekonywało Dolnoślązaków, że warto odwiedzić między innymi zamki Kliczków, Chojnik i Grodziec, miasto kowbojów w Ściegnach koło Karpacza, Muzeum Papiernictwa w Dusznikach-Zdroju, sanktuarium w Krzeszowie, podziemne miasto Osówka, Muzeum Motoryzacji przy zamku Topacz i uzdrowiska Kudowa, Cieplice i Lądek. Jak woda szły informatory i przewodnik „Odkryj smaki Dolnego Śląska”, którego wydanie idealnie wpisało się w hasło promocyjne Dolnego Śląska - „Nie do opowiedzenia. Do zobaczenia”. Bo Dolny Śląsk to region dedykowany wprost tym, którzy mają duszę odkrywców. Budowane przez hitlerowców podziemne kompleksy stanowią  obecnie dużą atrakcję turystyczną, a płomień zainteresowania podsyca fakt, że na ogół niewiele wiemy, do czego miały one służyć. Budowane były mozolnie, w skałach, zanim je ukończono skończyła się wojna, a tuż zaraz po niej zostały rozszabrowane przez Sowietów, co w okresie PRL-u było tematem tabu, bo sojusz z „wielkim bratem” ze Wschodu był w Polsce ludowej dogmatem. Eksploratorzy odkrywają co rusz kolejne tunele ryte w skałach. Ale system podziemi ma też miasto Wrocław, jednak nie jest on wykorzystany turystycznie i niewiele wskazuje na to, że się to w najbliższym czasie, niestety, zmieni.

Podziemia to tylko jeden segment z wielu na mapie atrakcji Dolnego Śląska. Topowym produktem turystycznym od lat są zamki i pałace. Natomiast stosunkowo nowym odkryciem jest rafting (z ang. raft - trawa). To turystyczna odmiana spływu rzecznego, czyli flisu z wykorzystaniem różnego rodzaju tratw, łodzi, kajaków, pontonów, itp., często kulturowo charakterystycznych dla danego regionu. Obejmuje zarówno ekstremalne dyscypliny sportowe (np. kajakarstwo górskie), jak i spływy rekreacyjne (np. tratwami lub na byle czym) oraz turystyczne (spływy flisackie i pontonowe). Góry Skaliste uważa się za miejsce, gdzie rafting się narodził (XIX w.). Rozrywką traktowaną komercyjnie jest od lat 60. XX w. Na rzekach o najwyższej skali trudności rafting to walka z żywiołem, a tym samym próba sił i odwagi. Rozrywka ma wiele twarzy.

Wrocław reklamuje się jako miasto stu mostów, ale mariny i wypożyczalnie sprzętu wodnego zaczęły powstawać tutaj od niedawna i wciąż daleko do stanu sprzed II wojny światowej, gdy turystyka na rzekach w obrębie stolicy Dolnego Śląska kwitła. A tego typu atrakcje cieszą się rosnącym zainteresowaniem - na Dolnym Śląsku spływy pontonami urządzane są już nie tylko na Nysie Kłodzkiej (stacja końcowa w Bardzie Śląskim), ale i na Bobrze. Najbardziej znanymi miejscami w Polsce, gdzie rafting jest uprawiany, są: przełom Dunajca w Pieninach, przełom bardzki na Nysie Kłodzkiej i Poprad.

DOT na szczęście w „Magnolia Park” nie był samotny. Stoiska wystawili i promowali się też m.in. zamki Grodziec i Chojnik oraz kompleks pohitlerowskich podziemi Osówka. - W turystyce jest jak w rolnictwie: jak nie posiejesz, to nie zbierzesz - mówi Jakub Feiga z DOT, zapytany, czy warto wystawiać się w centrach handlowych z ofertą turystyczną. Jak żołnierz trwał do końca na posterunku. Pracownika Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, który obsługiwał stoisko tuż obok stoiska DOT-u, szybko zastąpiła hostessa z CH „Magnolia Park”, pani urocza, ale sama uczyła się dopiero, jakimi atrakcjami dysponuje Dolny Śląsk.

Sukcesywnie akcje promocyjne prowadzone są przez DOT także w innych centrach handlowych Wrocławia, m.in. w Galerii Dominikańskiej. Co mają z tego centra handlowe? Liczą na to, że akcje społeczne zwiększą im frekwencję. I w tej branży konkurencja nie śpi, a jest coraz większa.

Marek Perzyński

 


Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit