LGD mogą więcej niż LOT

Turystyka przegrywa z kanalizacją, ale nie wszędzie tak jest

Forum Lokalnych Organizacji Turystycznych / fot.: Marek Perzyński

Podczas Forum Lokalnych Organizacji Turystycznych w ramach VI Gremium Ekspertów Turystyki we Wrocławiu, Maciej Andrzejewski, pracownik naukowy i zarazem członek zarządu INLOT z Inowrocławia, liczył, wyliczał i punktował. Wniosek z jego referatu? W większości LOT-y mogą liczyć jedynie na siebie. Postulat? Trzeba zmienić prawo tak, żeby to się zmieniło, ponieważ większości LOT-ów nie stać nawet na rozpostarcie skrzydeł, a oczekiwania społeczne są takie, żeby szybowały daleko.

Niestety w 17 proc. są to struktury w ogóle nieaktywne, a w 20 proc. pozostają w wymiarze deklaratywnym, czyli bez struktury funkcjonalnej (bez biura, a tym samym ich działania są dalekie od profesjonalizmu). Ktoś powie, no tak, ale jednak większość LOT-ów działa. Owszem, ale tu rodzi się pytanie o jakość tych działań. Okazuje się, że aż jedna czwarta LOT-ów dysponuje budżetem rocznym do 10 tys. zł. Te zaś, które mają do dyspozycji kwotę około 100 tys. zł., nie potrafią przekroczyć tego progu. Ale zdarzają się rodzynki z budżetem ok. 200 tys. zł.

Pieniądze to nie wszystko. Równie ważne są realnie skonstruowane cele, tymczasem aż 60 proc. LOT-ów nie ma dokumentów programowych. Innym słowem - strategii. Projekty z Unii Europejskiej realizuje 17 proc. LOT-ów. - To mało - ocenił Andrzejewski. W większości LOT-y uzależnione są od samorządów terytorialnych, ponieważ tylko 10,6 procent z nich prowadzi działalność gospodarczą. Najwięcej LOT-ów działa na północy Polski (Zachodniopomorskie, Pomorskie, Warmia i Mazury).

Okazuje się, że duża część LOT-ów nie podejmuje działalności gospodarczej, bo woli być na garnuszku samorządów. To ma niedobre konsekwencje. Bo bywa, że turystyka przegrywa np. z kanalizacją lub kolejnym „Orlikiem”. Samorządy są autonomiczne w konstruowaniu strategii rozwoju, więc można je przekonać do zmiany myślenia, a nie zmusić odgórnie. Decyduje układ realnych potrzeb, w którym turystyka - okazuje się - nie bywa najważniejsza. Czy będzie w tym układzie potrzeb ważna, zależy od oddziaływania na przestrzeń publiczną członków LOT. Innym słowem na działania LOT znajdą się wtedy pieniądze, gdy miejscowe władze uznają turystykę za ważny element polityki rozwojowej. Jeśli nie ma biura i pracownika etatowego, pozostaje działalność społeczna. Tymczasem w dużej mierze członkami LOT są gestorzy bazy turystycznej, którzy na działania społeczne wiele czasu nie mają. Tak kółko niemożności się zamyka.

Bywa jednak, że władza do turystyki przekonać się nie daje, choć kierowana przez nią gmina czy miasto potencjał turystyczny ma. Jest więc tak, że ludzie chcą, a lokalna władza nie. Dlatego potrzebne są uregulowania odgórne. Na przykład poprzez zrównanie LOT-ów w możliwości pozyskiwania środków z dedykowanym środowiskom wiejskim Lokalnymi Grupami Działania - postulowała szefowa LOT-u z Kluczborka. LGD dysponują funduszami na to, żeby wynająć pracownika etatowego i działalność biura, dzięki czemu efektywność ich pracy jest duża. LOT-y potrzebują też dostępu do tanich kredytów, ponieważ nie dysponują często wkładem własnym wymagalnym w realizacji projektów z dofinansowaniem z zewnątrz. Maria Napiórkowska, dyrektor departamentu Turystyki w Ministerstwie Sportu i Turystyki, stwierdziła, że resort pomaga LOT-om w maksymalny sposób, np. upraszcza procedurę w staraniu się o środki z budżetu centralnego. Nie ma jednak tych środków za wiele. Po drugie, w najbliższej perspektywie finansowej na pomoc mogą liczyć przede wszystkim przedsiębiorcy, a nie stowarzyszenia. Nie ma innej rady, jak myśleć o działalności gospodarczej.

Marek Perzyński

 

 


Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit