Kulisy skutecznej promocji

Szczypta humoru jako wabik turystyczny

Trzeba czy nie trzeba, jesteśmy posępni. A właśnie - zwłaszcza w dziedzinie promocji turystyki, i działaniach pokrewnych - taki smutek i powaga są często nieuzasadnione, zbyteczne, a nawet szkodzą. Jak można wychowywać ludzi wypoczętych, odprężonych, uwolnionych od trosk codziennych okazując im pochmurne miny, powalające na ziemię patosem foldery i filmy.

Gdyby jeszcze kilka lat temu napisać, że któraś z organizacji turystycznych… opowiada nam bajduły, wywołalibyśmy z pewnością potępienie i zgorszenie. Przypomnijmy, że kiedyś niektórzy mieszkańcy Pacanowa nie chcieli być kojarzeni z Koziołkiem Matołkiem, a niektórym mieszkańcom Wąchocka dowcipy słynnego sołtysa były nie w smak.

To dobrze, że gospodarze turystyki świętokrzyskiej, jako bodaj jedni z pierwszych, włączyli do promocji turystycznej dobry humor. I teraz nikt już chyba nie lęka się czarownic z Łysogór, a wszyscy – zresztą zgodnie z prawdą -  potwierdzają, że naprawdę „Świętokrzyskie czaruje”.

Bajduły Świętokrzyskie

Kielce – historyczna kolebka ruchu regionalnego i krajoznawczego stają się w opinii turystów coraz młodsze. Dotyczy to zresztą całego regionu.

Inicjatyw promocyjnych jest tutaj co niemiara. Tym razem Regionalna Organizacja Turystyczna Województwa Świętokrzyskiego, dynamicznie kierowana przez prezesa Jacka Kowalczyka  postanowiła… pleść bajduły!!!

W tym celu zaproszono do współpracy popularnych twórców kabaretów i dziennikarzy, którym – jak się okazało to zadanie udało się najlepiej. Powstała kolorowa książeczka z opowieściami osnutymi na „prawdziwych” legendach lub też wymyślonymi całkowicie od podstaw.

Książeczkę chętnie wezmą do ręki przedstawiciele wszystkich pokoleń bawiąc się i… ucząc Świętokrzyskiego. Z całą pewnością znaczna część czytelników zapragnie jak najszybciej podążyć śladami bohaterów owych sympatycznych bajduś, np. w Łysogóry, do kieleckiej katedry (choćby i po to, aby  też zobaczyć zegar na dziedzińcu), do Miedzianki, w której zajączek uratował miedziowego górnika, na Karczówkę, do źródełka św. Franciszka, gwarka Wojtka, czy też do Sandomierza, w którym ponoć święty Jacek korzeniami do góry lipy sadził.

Jan Paweł Piotrowski

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit