Rozmowa z Januszem Kujałowiczem, redaktorem naczelnym magazynu H20, pomysłodawcą i inicjatorem warszawskiego Święta Wisły.

Warszawie się udało, to uda się i w innych miastach

Janusz Kujałowicz, redaktor  naczelny magazynu H20, pomysłodawca i inicjator  warszawskiego Święta  Wisły / fot.: E. Tomczyk-Miczka

Aktualności Turystyczne: - Pomysł organizacji Święta Wisły narodził się przed czterema laty w redakcji Magazynu Sportów Wodnych i Turystyki H2O. Dziś imprezę firmuje miasto Warszawa i Polska Organizacja Turystyczna.

Janusz Kujałowicz: Główne założenia pozostały niezmienione od dnia powstania pomysłu do dziś. Chcieliśmy by brzegi Wisły nareszcie ożyły, by miasto przestało odwracać się do swojej rzeki plecami i to z pewnością się udało. Nawet nie ma sensu porównywać stanu brzegów czy plaż sprzed czterech lat do tego, co dziś można obserwować spacerując wzdłuż rzeki.

To niesamowite, bo minęły tylko cztery lata. Ale ważniejsze jest to, co zmieniło się w głowach, w sposobie postrzegania Wisły w mieście. I to zarówno wśród decydentów, jak i mieszkańców, którzy dziś chętnie pojawiają się nad brzegami, by korzystać z plaż, jeździć rowerem, biegać i - co dla mnie szalenie ważne, by rzeka znów stała się akwenem wykorzystywanym przez wodniaków. Pierwszym celem był powrót żeglarzy i kajakarzy. Przecież to głównie im dedykowany był ten pomysł. Oczywiście sama impreza też podlegała ewolucji. Z roku na rok jest większa, mamy więcej atrakcji, pojawiają się kolejne dyscypliny, nowi wystawcy, towarzyszą nam media, ale to, co naprawdę ważne, to zmiana w postrzeganiu rzeki przez mieszkańców miasta.

- Imprezy by nie było, gdyby nie udział środowiska wodniackiego stolicy i sąsiednich regionów?

- W pierwszym roku redakcja H2O dysponowała jedynie kilkoma chętnymi do tej pracy osobami, reszta nie bardzo wierzyła w powodzenie imprezy. Wiem, że dziś trudno w to uwierzyć, ale kiedy organizowaliśmy Święto po raz pierwszy, jednym z podstawowych problemów było znalezienie takiego miejsca, z którego można obserwować Wisłę i to, co się na niej dzieje, bo brzegi były porośnięte taką ilością krzaków i chwastów, że właściwie nie było widać wody. Ale miałem szczęście. Trafiłem we władzach miasta na fantastycznych ludzi. Dziś brzegi Wisły w przeważającej mierze porastają eleganckie trawniki, powstają ścieżki piesze i rowerowe. A to jak dziś wygląda Święto Wisły, to, że rzeka podczas imprezy wypełniona jest wszystkim co pływa, że pojawiają się tysiące ludzi, to zasługa tych wszystkich, którzy nie tylko uwierzyli, że warto włożyć trochę wysiłku w ożywienie Wisły, ale coraz liczniej włączają się w prace nad przygotowaniem kolejnej edycji imprezy.

-  Impreza ma być zachętą do codziennego korzystania z plaż, zieleni, ścieżek biegowych i rowerowych nad Wisłą, których z roku na rok jest więcej.

- Moim marzeniem było nakłonienie mieszkańców do aktywności, do korzystania z możliwości, jakie daje obecność rzeki w mieście i jej coraz piękniejszych i czystych brzegów. Okazało się, że nie ma sensu uszczęśliwiać ludzi na siłę. Sami potrafią wybrać to, co jest dla nich ważne, atrakcyjne. Być może część uczestników Święta Wisły w przyszłości zdecyduje się na żeglowanie, czy choćby pływanie kajakiem. Z prawdziwą radością obserwowałem podczas tegorocznego Święta, jak wokół basenu, na którym odbywały się pokazy optymiściarzy, gdzie za sterem tych mini żaglówek zasiadają 6-7-letni sternicy, gromadzą się rodzice z kilkuletnimi dziećmi chcącymi spróbować własnych sił podczas żeglugi. Mam nadzieję, że ten bliski kontakt z żeglarstwem, czy innymi dyscyplinami spowoduje zwiększone zainteresowanie sportami wodnymi. Ale, jeśli skończy się na piknikowaniu nad Wisłą, nie będę zawiedziony. Dziś już wiem, że brzegi Wisły znów będą żyć, bo podczas tych zaledwie kilkuletnich doświadczeń, okazało się, że ta rzeka jest po prostu ludziom potrzebna. I mam nadzieję, że poza tworzeniem coraz bogatszego programu wodnego nie zabraknie nam pomysłów, by część lądowa imprezy była co najmniej tak samo atrakcyjna, jak ta na rzece. 
- Dwudniowy piknik sportowy połączył mieszkańców dwóch brzegów Warszawy. Jak ideę oceniają miasta  i regiony w jej dorzeczu?

- Myślę, że wystarczy nie przeszkadzać w takich inicjatywach. Może upowszechnieniu tej idei wystarczy fakt, że w Warszawie się udało? A jak tu się udało, to dlaczego ma się nie udać w innych polskich miastach? Nie do przecenienia jest tu rola Polskiej Organizacji Turystycznej, która jest łącznikiem i koordynatorem działań w regionach. Nawet, jeśli środowiska wodne nie zdobędą się na wysiłek organizacyjny, może warto po prostu zacząć od miejskich pikników nad wodą?  To się musi udać. Później przyjdzie czas na sporty wodne. Jeśli ktoś będzie miał chęć pójść naszymi śladami, to jestem do dyspozycji. To oczywiście żart, ale prawdą  jest, że „od zawsze” moim marzeniem było stworzenie cyklu imprez wzdłuż biegu Wisły. Polacy mają opinię tych, którzy nie lubią wody i być może wnikliwy statystyk potwierdziłby taką tezę licząc inwestycje wodne, które są dziełem polskich rąk na przestrzeni ostatnich wieków, ale zapewne warto się starać, by zmienić tę sytuację. Nie musimy jak Prądzyński budować kolejnego Kanału Augustowskiego, choć kilka inwestycji bardzo by się przydało. Na dziś ważniejsze jest to, by Polaków przyciągać do wody, do aktywnego spędzania czasu i korzystania z tego, co przeznaczyła nam natura.

-  Święto Wisły to okazja do spotkania wszystkich, którzy lubią aktywny wypoczynek.

-  Początkowo wyobrażałem sobie, że to będzie święto wodniaków z niewielkim zapleczem piknikowym na brzegu. Myliłem się, i to bardzo. Okazało się, że zupełnie lądowe dyscypliny nie tylko wzbogacają Święto, one stały się całkowicie integralna częścią imprezy. Nie ma sensu zmuszać kogokolwiek do pływania, kiedy on woli jeździć na rowerze, czy uczestniczyć w biegu. Istotą jest to, by ożyły brzegi Wisły, by stały się miejscem spacerów, zabawy, wypoczynku, uprawiania sportu. Impreza ma służyć jedynie jako pretekst do zwrócenia uwagi na to, że przez nasze miasta płynie jedna z najpiękniejszych rzek Europy i czasem, jak jeszcze niedawno w Warszawie, jest kompletnie niezauważona, opuszczona. Prawdziwy sukces Święto Wisły odniesie wtedy, gdy bez organizowania imprez i pikników, bez namawiania kogokolwiek, brzegi rzeki wypełnią się wypoczywającymi Polakami.

-  Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Elżbieta Tomczyk-Miczka

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit