Anna German czeka na szlak, Wielkopolska ruszyła z kampanią, uzdrowiska dolnośląskie przejdą metamorfozę

Targi turystyczne w stolicy... polskich Nomadów

Rajmund Papiernik, dyrektor biura Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej, był jedną z osób, które zainaugurowały tegoroczną edycję Międzynarodowych Targów Turystycznych we Wrocławiu/ fot.: Marek Perzyński

Kolejne Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu (5-7 kwietnia) przyniosły kolejne... pytania. Przede wszystkim to, czy w dobie Internetu targi mają jeszcze sens? - Mają, nic nie zastąpi spotkania człowieka z człowiekiem w realu, czyli twarzą w twarz – twierdzą w Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej. O tym, że pracownicy DOT-u mają rację, świadczyła frekwencja na targach. Były tłumy.

Dziennikarze jednak sarkali. Dostrzegli, że jest mniej wystawców niż w latach minionych. Zmienia się w Polsce rynek usług turystycznych. Na placu boju pozostało niewielu operatorów, a małe prywatne biura sprzedające cudzą ofertę wystawiać się nie będą. Nie narzekali za to ci, którzy – inaczej niż dziennikarze – za bilet na targi musieli zapłacić (15 zł od osoby). Mieli do obejścia stoiska 200 wystawców. Gdyby przy każdym zatrzymać się choć minutę, byłoby to ponad trzy godziny! Ponadto warto pamiętać, że targi to nie instytucja charytatywna, ale biznesowa. Gdy się policzy, że wynajęcie Hali Stulecia, w której targi się odbyły, kosztuje za dzień około 30 tys. złotych, to przy trzech dniach daje to 90 tys. zł. Taka impreza musi się choćby zbilansować z biletów i opłat za wynajem stoisk. Organizator, zapytany przez nas, jak wypadł finansowo, odparł, że jeszcze wszystkiego nie przeliczył, ale po minie widzieliśmy, że zmartwiony nie był i zapraszał na targi za rok.

Można odetchnąć z ulgą, bo przez lata Wrocław targów turystycznych był pozbawiony. Jedyne miasto na Dolnym Śląsku, które od wielu lat organizuje nieprzerwanie taką imprezę, to Jelenia Góra. Ale według wielu opinii jest to obecnie raczej piknik turystyczny, impreza o lokalnym, wąskim zasięgu, a nie targi.

Wrocławianie siedzą na walizkach

Pikniki turystyczne we Wrocławiu są organizowane od niepamiętnych czasów. I to ostatnio w centrum miasta – przy ul. Świdnickiej. Kolejny wkrótce, Dolnośląska Organizacja Turystyczna zbiera zgłoszenia. Zainteresowanie wystawców jest spore, bo miejsce jest prestiżowe. Ponadto Wrocław do biednych miast nie należy, wrocławianie mają opinię polskich Nomadów, bo uwielbiają podróżować, co wynika po części z historii tego miasta. Po II wojnie światowej większość skądś przybyła (autochtonów pozostało niewielu), niektórzy z bardzo daleka, jak na przykład rodzina Anny German, słynnej polskiej piosenkarki (wróciła z zesłania w głąb ZSRR). TVP emituje właśnie bijący rekordy popularności serial o tej artystce. O Wrocławiu jest w nim sporo. German spędziła tu dzieciństwo, młodość i skończyła studia, ale jakoś nikt nie pomyślał, by wytyczyć szlak turystyczny jej poświęcony.

A to, że turystyka kulturowa ma w sobie wielką siłę biznesową, pokazała podczas targów we Wrocławiu Wielkopolska Organizacja Turystyczna, czyli wielkopolska Regionalna Organizacja Turystyczna. Właśnie wystartowała z kampanią promocyjną „Wielkopolska – wielka historia, wielka przygoda”, a miejscem startu był Wrocław. Zapowiada się arcyciekawie, dlatego temat omówimy oddzielnie. Zdradzimy tylko, że Wielkopolanie chcą podnieść pieniądze leżące na torach kolejowych i przekuć kryzys w prosperity. Już pięć minut rozmowy z dyrektor Wielkopolskiej Organizacji Turystycznej, Ewą Przydrożny, przeczy obiegowej opinii, że Wielkopolanie to centusie. Kampanię promocyjną zaprojektowali z rozmachem.

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit