Walka o turystyczne wykorzystanie rzek

Przestaliśmy być Kopciuszkiem na wodniackiej mapie Europy

Franciszek Strugała, burmistrz Czarnkowa i prezes Związku Miast i Gmin Nadnoteckich mówi, że wystarczy jeden rzut oka na mapę, żeby przekonać się, iż mamy w Polsce znakomicie wytyczony przed laty system dróg wodnych, ale ich drożność na wielu odcinkach daje dużo do życzenia/ fot.: M. Perzyński

Związek Miast i Gmin Nadnoteckich wykorzystał Euro 2012, żeby pokazać, iż drogą wodną można dotrzeć do wszystkich miast, w których zbudowano nowe stadiony (Gdańsk, Wrocław, Poznań, Warszawa). Noteć jest wszak fragmentem drogi wodnej E 70 z Antwerpii do Kłajpedy na Litwie.

W ujęciu lokalnym celem realizowanych projektów jest ożywienie obszarów położonych wzdłuż Warty, Noteci, Kanału Bydgoskiego, Kanału Noteckiego, jezioro Gopło i Kanału Ślesińskiego w ramach „Wielkiej Pętli Wielkopolsko - Lubusko - Kujawskiej”.

Franciszek Strugała został 22 lata temu burmistrzem Czarnkowa w Lubuskiem i przez 10 lat zajmował się głównie tym, co jest pod ziemią. Gdy wymieniono instalacje, położono nowe nawierzchnie, przyszedł czas, żeby zapytać, co dalej. Zwrócono uwagę na Noteć, o której zapomniano, choć płynie tuż koło miasta. Dzięki rzece ma szanse wypłynąć turystycznie kilka miast i wsi w trzech województwach. W 2000 r. założono Związek Miast i Gmin Nadnoteckich. Skupia członków z województw: lubuskiego, wielkopolskiego i kujawsko-pomorskiego. Prezesem związku został Strugała, przyjął plan działania na 20 lat. Ma sukcesy. Powstają mariny, dzięki którym przestaliśmy być Kopciuszkiem na wodniackiej mapie Europy, choć wciąż różowo nie jest.

- Powstaje nowoczesna infrastruktura, gorzej z żeglownością rzek i kanałów - ubolewa burmistrz Czarnkowa. - Ale udało się nam zainteresować problemem marszałków województw i są pierwsze efekty. Trudno żeglować, gdy są zamknięte śluzy, obecnie pracują dłużej. Do pełnego zwycięstwa jednak daleko. Walka więc trwa, a polem bitwy są nie tylko urzędnicze biurka. Jeśli mieszkańcy miast i wsi leżących nad rzekami zrozumieją, że żeglowność rzek przyczyni się do poprawy ich jakości życia, na ten problem przychylniejszym okiem spojrzą też urzędnicy. Przyczyni się zaś do podniesienia jakości życia niechybnie, bo turysta zostawia pieniądze.

Nowozelandzka fascynacja

- Małżeństwo z Nowej Zelandii zachwyciło się naszym regionem - mówi Franciszek Strugała. - Postanowili u nas zacumować na kilka lat. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Nowozelandczycy od lat pływają po szlakach w Europie, ale nas omijali. Gdy postanowili wyrwać się na wschód, przylecieli samolotem do Niemiec, a jacht motorowy przybył w kontenerze. Przepłynęli trasę z Berlina do Gdańska i wielkich trudności nie mieli, ponieważ akurat ta trasa - wytyczona ponad sto lat temu za czasów cesarza niemieckiego Wilhelma - jest dobrze utrzymana. Mowa o trasie na Warcie, w drodze do Bydgoszczy, na której są 22 śluzy, co czyni ją bardzo żeglowną. Nas intryguje przyroda antypodów, a Nowozelandczyków zachwyciła… nasza przyroda. Bardzo dzika, jak przyznali. Sam szlak nie wygląda już na bezpański. Drawsko, Nakło, Ujście, Wrzeszczyna i Czarnków dwa lata temu dostały nowoczesne przystanie wodne. Program budowy nowych marin zakłada 10 takich miejsc. Wybrano je rozważnie, powstało studium wykonalności - w ramach projektu „InWater” (lata 2006-2007), w którym partnerem wiodącym była Politechnika Gdańska. Zaangażowała się weń nie tylko strona polska, ale i nasi sąsiedzi, w tym rejon kaliningradzki, który Unia Europejska traktuje ze specjalnością przychylnością. Projekt jest realizowany, choć nie tak, jak wstępnie zakładano. Nie udało się zbudować marin w ramach inwestycji na szczeblu rządowym, za to zaangażowano samorządy wojewódzkie.

Marek Perzyński

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit