Z rąk spadkobierców ostatniego niemieckiego pastora w kościele Pokoju w Świdnicy - zabytku na liście światowego dziedzictwa UNESCO - wprost do gabloty Muzeum Dawnego Kupiectwa

Powrót bezcennego kielicha

Wiesław Rośkowicz, dyrektor Muzeum Dawnego Kupiectwa w Świdnicy, po obejrzeniu pateny może powiedzieć na razie tyle, że to wyrób świdnicki, o czym świadczy punca, w kształcie dzika, który jest w herbie Świdnicy / fot.: Marek Perzyński

Pastor Dobrin nie obraził się na Świdnicę, wracał tu, nawet w późnym wieku, jeszcze w latach 90. XX w., gdy pomagał w remoncie organów kościoła Pokoju - zorganizował w Niemczech zbiórkę pieniędzy.

Kielich trafił jednak nie do kościoła, ale do muzeum. W nim będzie mógł zobaczyć go każdy, zadecydowała Ingrid Drobin z  Frankfurtu nad Menem, bratanica pastora.

Powrót kielicha do Świdnicy było jego ostatnią wolą. Zmarł w 2002 r., w wieku 92 lat. Nigdy się nie ożenił, choć nie był sam. Sopranistka, z którą się związał, była katoliczką. Dla obu przeszkoda nie do przebycia, żeby stanąć na ślubnym kobiercu. Dziwne? Nie dla ludzie tamtej daty.

- Wujek tak chciał, ponadto ja mam małe mieszkanie, zostaną mi po nim listy, zdjęcia - mówi Ingrid Dobrin, zapytana, czy nie żal jej było rozstać się z, jakby nie było, pamiątkami rodzinnymi.

- To jeden z materialnych znaków, które są elementem budowy dobrych relacji polsko-niemieckich - stwierdził Wojciech Murdzek, który był świadkiem przekazania kielicha i pateny.

Wiesław Rośkowicz, dyrektor muzeum, na oczach darczyńców, prezydenta i zaproszonych gości, włożył kielich do gabloty w Sali Rajców, w której jest stała ekspozycja o dziejach Świdnicy. Skromna, jak na bogatą przeszłość miasta. I jego status. Było miastem książęcym, bardzo bogatym, do dziś widać to po jego zabudowie: okazała katolicka fara (dziś katedra), ewangelicki kościół Pokoju (zabytek na liście światowego dziedzictwa UNESCO), wspaniałe kamienice w rynku i przyległych ulicach, barokowe fontanny. Ale dla miejscowych muzealników to akurat problem, bo w bogatym mieście powstawały dzieła sztuki wysokiej klasy, na które różne instytucje miały po II wojnie światowej chętkę. Jeśli dziś wracają, to jako depozyt. I to często krótko trwały. Takie przekazy, jak rodziny Dobrin, są więc na wagę złota.

Marek Perzyński

 


Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit