O tym, jak burmistrz Poniźnik z ustawy śmieciowej zrobił... atrakcję

Pasja i pomysł w turystyce na wagę złota

Burmistrz Olgierd Poniźnik (z mikrofonem) zarządził podczas tegorocznego święta miasta, że trzeba przećwiczyć ustawę śmieciową. Ubaw był po pachy, choć temat to raczej drażliwy/ fot.: Marek Perzyński

Olgierd Poniźnik, burmistrz Gryfowa Śląskiego i delegat tego miasta na walne zgromadzenie do Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej, znajdzie sposób na każdą imprezę, żeby zrobić z niej produkt turystyczny. Opracował 30 scenariuszy i wziął się za kolejny, którego królową będzie... pokrzywa, bo pasuje jako motyw święta wsi Pokrzywnik. Nikt nie jest prorokiem w swoim kraju, uczy Talmud, ale w przypadku Olgierda Poniźnika ta mądrość się nie sprawdziła - imprezy prowadzi i wymyśla także w swoim mieście. W tym roku, podczas „Kwisonaliów”, święta Gryfowa Śląskiego, motywem przewodnim była... ustawa śmieciowa.

Najlepszy dowcip, według mnie, z tegorocznego „Kabaretonu” podczas festiwalu polskiej piosenki w Opolu? - Segregujesz śmieci? - pada pytanie. - Jestem humanistą, nie dzielę śmieci na lepsze i gorsze – słychać odpowiedź.

Niestety, odpady segregować trzeba, bo tak należy, wypada i Unia Europejska każe. Inaczej kara. Zamieszania z tzw. ustawą śmieciową jest sporo, bo dopracowana to ona nie jest, ale wprowadzić ją ponoć trzeba nawet w takim kształcie. Jak się sprawdzi – zobaczymy. A tymczasem segregować musimy się nauczyć.

„Kwisonalia 2013” – nauka, praktyka i zabawa

Najlepsze efekty daje nauka przez zabawę i to pokazano podczas tegorocznych „Kwisonaliów”. Zaczęło się od barwnego korowodu. Pszczółki, pasikoniki, rusałki i inne leśne i łąkowe stwory, w które przebrały się dzieci, przemaszerowały z centrum miasta przed dworzec PKP, gdzie ustawiono estradę. Przyroda to mocny atut turystyczny okolic Gryfowa Śląskiego. Następnie jury, w tym reporter „Aktualności Turystycznych”, oceniało m.in. rzuty…  słoikiem, gazetą i plastikową butelką do pojemników na odpady.

- Ćwiczymy ustawę śmieciową w praktyce - obwieścił burmistrz radnym, sołtysom i urzędnikom gryfowskiego magistratu, którzy stanęli w konkursowe szranki.W korowodzie, który rozpoczął „Kwisonalia”, wzięły udział gryfowskie szkoły. Było wesoło i edukacyjnie/ fot.: Marek Perzyński

Ponadto sprawdzono m.in. wiedzę w zakresie rozpoznawania roślin ( - Za łatwe było - przyznał potem zmartwiony burmistrz) i naśladowano zwierzęta gospodarcze, m.in. świnię, owcę, krowę, konia i kozę. Nie przeszedł wariant, żeby naśladować ptaki. To byłoby za trudne, uznano po zaprezentowaniu z taśmy głosu m.in. bociana białego.

Turniej wygrali bezapelacyjnie sołtysi. Dostali w nagrodę rybę (z gałganków) i w ten sposób zbliżyli się do rzeki Kwisy, która płynie przez Gryfów Śląski, stąd nazwa święta miasta „Kwisonalia”. Zwykle z tej okazji imprezy odbywają się nad brzegiem rzeki, ale w tym roku lato nie skąpi deszczu i zmieniono lokalizację.

„Kwisonalia” dedykowane są mieszkańcom, bo to święto ich miasta, ale przyciąga też wielu turystów i gości oficjalnych. To okazja, żeby się pochwalić na przykład tym, że w tym niewielkim miasteczku wyrastają jak grzyby po deszczu restauracje. Świeżej ryby z pieca, jak w jednej z nich, ze świecą szukać nawet – o ironio – nad Bałtykiem. Ryby przywożone są tu świeże znad morza, a na rybkę przyjeżdżają do Gryfowa nawet księża z mocno oddalonego Bolesławca. Restaurację przerobiono z... obory, zostały słupy, do których przywiązywano krowy.

- Restauracje otwierają u nas ludzie, którzy pracowali za granicą, zobaczyli trochę świata, wiedzą, co zrobić, żeby restauracyjny biznes się kręcił i ten przepis wdrażają u nas – mówi burmistrz.

Burmistrza sklonować się nie da

Olgierd Poniźnik żyje swoim miastem, cieszy go każda zmiana na plus, martwi przybierająca rzeka, bo powódź narobiła tu kiedyś szkód. Namawiany jest do ponownego startu w wyborach do Sejmu, ale się do tego nie pali, choć ma duże szanse – został posłem, mimo że był mniej więcej w środku listy. Ale i tam, jak się okazało, wypatrzyli go ludzie. Był wtedy burmistrzem Lubomierza, miasteczka, w którym nakręcono sceny miejskie do filmu o Kargulach i Pawlakach. Na tym wyrósł w Lubomierzu m.in. festiwal polskich komedii filmowych i otwarto Muzeum „Samych Swoich”, w którym można obejrzeć m.in. granat babci Pawlakowej, karabin, z którego „zamek wylata” i oczywiście sierp tatowy. Tak miasteczko, o którym mało kto słyszał, zrobiło turystyczną karierę. Bo w turystyce niekoniecznie najważniejsze są pieniądze. Bywa, że ważniejsze są pomysł i pasja, a pieniądze wtedy przyjdą. Niestety, Poniźnik jest jeden i sklonować się go nie da, ale poprosić o scenariusz imprezy i o jej poprowadzenie – zawsze można. Na ogół nie odmawia.

Marek Perzyński

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit