Niematerialne dziedzictwo regionu

Odkryj smaki Dolnego Śląska

Organizatorzy wystawy Tradycyjnych Stołów Wielkanocnych w Obornikach Śląskich/ fot.: Marek Perzyński

Zachęca Dolnośląska Organizacja Turystyczna i na zachęcie nie kończy. Na dniach wyda folder o najważniejszych imprezach związanych z kulinariami i dziedzictwem kulturowym Dolnego Śląska. Folder to może nawet za mało powiedziane. To raczej przewodnik po miejscach, smakach i procesach migracyjnych.

Tak, to nie pomyłka. O procesach migracyjnych też być w przewodniku musi, żeby zrozumieć skąd tuż po II wojnie światowej na Dolnym Śląsku znaleźli się m.in. polscy reemigranci z Jugosławii i polscy górale czadeccy, którzy reemigrowali do Polski z Bukowiny i osiedli m.in. w Strzegomianach w gminie Sobótka koło Wrocławia. Bieda i przeludnione wsie w Galicji wypychały Polaków za granicę, gdzie osiedlali się m.in. na terenie Bośni. Tam też nie było im łatwo, bo tyle ziemi zdołali pozyskać do uprawy, ile wykarczowali lasu, ale z pewnością było im lepiej niż w Galicji, o której mówiono kąśliwie, że to raczej Golicja. Polacy zachowali na obczyźnie swoją kulturę, religię i obyczaje, co nie znaczy, że pozostali oporni na miejscowe smaki. Tak w menu Polaków na Bukowinie znalazły się m.in. potrawy z mąki kukurydzianej, a Polaków na Bałkanach – pieczenica, pita na wiele sposobów, i oczywiście rakija. Element niematerialnego dziedzictwa, jakim jest kuchnia regionalna, jest obecnie wielkim atutem obu tych grup. Nadszedł czas, gdy Dolnoślązacy próbując zdefiniować swą tożsamość regionalną organizują imprezy, które mogą im w tym pomóc. Polscy reemigranci z Bałkanów robią kilka imprez. Do najciekawszych należy święto pieczenicy w Gościszowie koło Bolesławca. Na podworskiej łące nad ogniskami pieczone są całe prosięta, a na scenie prezentowany jest program artystyczny.

Impreza goni imprezę

Nie zawsze trzeba mieć silną podbudowę i motywację kulturową, żeby zorganizować imprezę kulinarną i promować nią swe miasto czy wieś. Wystarczy mieć na swym terenie... mleczarnię, żeby się tym chwalić i słusznie, bo lokalna mleczarnia to obecnie rzadkość. Taki skarb na Dolnym Śląsku ma Kamienna Góra, gdzie organizują święto mleka. Z kolei w niedalekim Boguszowie-Gorcach postawili na święto ziemniaka, a jego głównym organizatorem jest... biblioteka miejska. Na zamku Kliczków uderzyli w staropolską nutę i robią festiwal pasztetu. Od kilku lat zaś jak Dolny Śląsk długi i szeroki w okresie Bożego Narodzenia w gminach, powiatach i centralnie we Wrocławiu odbywają się pokazy stołów wigilijnych i analogicznie w okresie Wielkanocy pokazy stołów z kanonem potraw odpowiednich dla tego święta. Jest tych imprez tak dużo, że konkurują ze sobą terminowo. Odbywają się i przed świętami, i po świętach. W tym roku też tak jest. W Obornikach Śląskich pokaz, połączony z konkursem na najciekawszy stół i palmę wielkanocną, odbył się 16 marca (sobota) i ściągnął tłumy. Stołów było 16, bo więcej w sali widowiskowej Obornickiego Ośrodka Kultury się nie zmieściło. Za stoły wręczono pięć wyróżnień. W tej grupie znalazł się m.in. Zespół Śpiewaczy „Malwy” z Kuraszkowa w gminie Oborniki Śląskie, który istnieje – bagatela! – od 1964 r., co znaczy, że za rok stuknie mu 50 lat i będzie niezła impreza.

- Początek był taki: jako Koło Gospodyń Wiejskich pojechaliśmy na dożynki do Trzebnicy i okazało się, że trzeba ośpiewać wieniec, zgodnie z obyczajem. Jak mieliśmy śpiewać, to czemu nie założyć zespołu? Zaraz po powrocie go założyliśmy – mówią członkowie zespołu.

Siła kulturowego miszmaszuZespół „Malwy” z Kuraszkowa z wicestarostą trzebnickim, Arkadiuszem Poprawą (pierwszy z prawej)/ fot.: Marek Perzyński

Kuraszków to groch z kapustą. Wieś po wojnie zasiedlili osadnicy z różnych stron Polski, ale dominujące grupy przyjechały z Wielunia w Łódzkiem i z Kieleckiego. Nie było więc czego kultywować kulturowo, tylko stworzyć jakiś wspólny mianownik dla wszystkich i w tym celu jakieś 30 lat temu zespół udał się do... muzeum. Etnografowie pokazali, jak wyglądał przed wojną strój Dolnoślązaka i w Kuraszkowie takie poszyto z użyciem modnego wówczas bistoru (służą paniom do dzisiaj). Nic to, że jest to stylizacja stroju Dolnoślązaka - Niemca. Polacy z Bukowiny i na Bałkanach też przejęli część kultury lokalnej społeczności i nikt im z tego zarzutu nie czyni. Co więcej, stał się cennym elementem ich tożsamości i w pewnym sensie wyróżnikiem. Pewne procesy kulturowe są nieuniknione i zdeterminowane lokalnymi uwarunkowaniami.

Jerzy Abrycki, szef organizacyjny zespołu, na spotkanie z turystami i miłośnikami kultury tradycyjnej jest zawsze przygotowany. Służy kartkami z przepisami na m.in. rożek wielkanocny, żur staropolski i kaszankę, które na stole „Malw” znaleźć się muszą obowiązkowo. Jest bogato. I wesoło, zwłaszcza, gdy „Malwom” przygrywa... diabeł. Jak się okazuje, to nazwa instrumentu. Nie jedynego w zespole, bo grają w nim też skrzypce i akordeon. Liczy obecnie 22 osoby, w tym takie, które są w nim od 1964 r. Takich ambasadorów lokalnej kultury polskiej jest w dolnośląskich gminach sporo. Nadszedł czas, by stali się też ambasadorami turystyki na Dolnym Śląsku.

Marek Perzyński

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit