Nietuzinkowy projekt DOT

Misja i misjonarze na motocyklach

Część ekipy misji turystycznej … Więcej

Rubieże Dolnego Śląska - rejon Bolesławca i Zgorzelca - nawet wielu Dolnoślązakom przypomina... czarną Afrykę - bo daleka, nieznana i obca. Dolnośląska Organizacja Turystyczna znalazła misjonarzy, którzy tchną w nie turystycznego ducha. W wyprawie (2-5 czerwca) udział wzięli główne lekarze, ale podczas misji białe kitle zamienili na motocyklowe skóry. Projekt podsumowali 25 czerwca we Wrocławiu. Wnioski? Jeszcze nikt do tej pory w tak krótkim czasie nie zrobił tak wiele dla tak wielu za tak niewiele.

Wyprawa, w której wzięło osiem osób, kosztowała raptem około 5 tys. zł. A usłyszało o niej co najmniej 200 tys. osób! Nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech, krajach rosyjskojęzycznych i we Francji. Przebieg wyprawy relacjonowano codziennie.

Motor przedsięwzięcia, Rajmund Papiernik, dyrektor biura zarządu DOT, jest zapalonym motocyklistą i autorem świeżo wydanego przewodnika dla motocyklistów po pograniczu polsko-niemieckim (u nas powiaty zgorzelecki i bolesławiecki, w Niemczech - rejon Goerlitz). Gdy przewodnik się ukazał, wpadł na pomysł, by trasę, którą sam pokonał i opisał, objechać grupą. Uczestników wyprawy znalazł bez trudu - poprzez fora społecznościowe.

- W Polsce zarejestrowanych jest około dwa miliony jednośladów, z czego wprawdzie większość to skutery, ale nawet jeśli motocykle stanowią w tej grupie około 20 procent, to jest to liczba tak ogromna, że warto budować produkt turystyczny tylko jej dedykowany - mówi dyr. Papiernik.

Motocykliści zrzeszają się w kluby i robią rajdy - niedawno objechali Polskę wzdłuż i wszerz szlakiem zamków. Paweł Wróblewski, lekarz, radny wojewódzki, były marszałek Dolnego Śląska, był w tej grupie, a teraz wziął udział w misji DOT. Zadziwiła go mnogość zabytków i ich wykorzystanie w Niemczech przy polskiej granicy. Chuchają tam i dmuchają m.in. na domy przysłupowe, których po polskiej stronie też jest sporo, ale na ogół traktowane są po macoszemu. Po powodzi, która spustoszyła zabytkową część Bogatyni, miejscowe władze zamierzały domy przysłupowe... wyburzyć. To, że się tak nie stało, zawdzięczamy przytomności umysłu konserwatora zabytków.

- Niemcy sprzedadzą turystycznie nawet kamień przydrożny, jeśli wiąże się z nim interesująca historia – mówi z podziwem Paweł Wróblewski. - Po polskiej stronie turystycznego zagospodarowania wciąż brakuje, ale mamy takie perełki, jak zamek Kliczków i wytwórnie ceramiki, w których po wykupieniu biletu można zobaczyć, jak ceramika powstaje, a nawet samodzielnie zrobić garnek czy talerz. Tak jest choćby w Parowej, którą zwiedziliśmy. Z kolei w Węglińcu, w wagonie towarowym, identycznym, w jakim przywożeni byli na Dolny Śląsk Polacy wysiedleni z Kresów wschodnich Polski, jest muzeum przesiedleń. W Gościszowie można zwiedzić ruinę pałacu, a w Nowogrodźcu zobaczyć ogromny dzban w rynku.

Tyle że wciąż nieliczni o tych atrakcjach wiedzą. W Bolesławcu są chociaż sklepy zWielki dzban w Nowogrodźcu …  Więcej miejscową ceramiką, która podbija nawet amerykańskie stoły. W Nowogrodźcu natomiast poza ogromnym garnkiem z funkcją fontanny, który ma być turystycznym wabikiem, nie ma nic – nawet ulotki w „it" o atrakcjach okolicy. Rajmund Papiernik, tłumaczy, że to dlatego, iż jeszcze nie tak dawno w tych rejonach stacjonowały wojska sowieckie. Owszem, można było wybranymi drogami jeździć, ale o zbaczaniu na boki nie było mowy. Z rozmysłem atrakcji okolicy nie promowano. Teraz ruch jest po stronie lokalnych władz. Nikt za nich promocyjnej pracy nie zrobi, ale mogą otrzymać wsparcie - m.in. ze strony DOT.

Rejon, w którym stacjonowali Sowieci, naszpikowany był bazami wojskowymi. To tereny z wielką tajemnicą, a tajemnice to motyw przewodni ostatniej wielkiej kampanii promocyjnej Dolnego Śląska. W wydanej niedawno publikacji promocyjnej „Tajemniczy Dolny Śląsk", który sygnuje Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego, o tajemniczości rejonu bolesławieckiego i zgorzeleckiego nic się jednak nie dowiemy. Jest za to tajemnica, jak to się stało, że tak wadliwe wydawnictwo na rynku się pojawiło. - Wyjaśnię to - zapewnia radny Paweł Wróblewski.

Tymczasem DOT szykuje kolejną wyprawę mało znanymi szlakami regionu. Tym razem uczestnicy pojadą konno.
Marek Perzyński

 

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit