Pierwszy piechur, który samotnie pokonał 520 km polskiego wybrzeża

Maks na medal!

Maks Skrzeczkowski przeszedł sam 520 kilometrów w mrozie, deszczu i piachu, po wodzie i po lodzie …

Nie lada wyczynu dokonał Maks Skrzeczkowski, fotografik, animator działań kulturalnych i pasjonat turystyki, rodem i miejscem zamieszkania kazimierzanin. Maks uwielbia wyzwania, w których może się sprawdzać. Tym razem zaczęło się od spaceru.

Najpierw krótkiego, z czasem liczącego nawet 15 kilometrów. Zachęcony taką formą poznawania świata Maks postanowił ruszyć nieco dalej. Przygotowania do wyprawy rozpoczął w październiku ubiegłego roku. Już w styczniu, wyposażony w niezbędny sprzęt oraz mapę wyklejoną na kartonowej podkładce wsiadł do pociągu jadącego do….Świnoujścia. Na tamtejszej plaży rozpoczął ponad 500-kilometrowy spacer wzdłuż polskiego wybrzeża. Wyprawa trwała 17 dni. W mrozie, deszczu, piachu. Po wodzie i lodzie. Mieliznach i stromiznach. Maks przeszedł sam 520 kilometrów. W niezwykłej podróży towarzyszyli mu niezwykli przewodnicy. Przydały się lokalne media. To z nich pasjonaci morza Bałtyckiego dowiadywali się, w którym miejscu znajduje się piechur. Czasami byli to zwykli ludzie: rybacy, poszukiwacze bursztynu, emerytowani marynarze. Czasem cała grupa ekologów, którzy chronią morską florę i faunę - szczególnie szare foki. To właśnie dzięki ich pomocy Maks spędził noc w słynnym fokarium na Helu. W przypadku innych miejsc noclegowych już nie było tak łatwo, bo… wprawdzie w czasie sezonu kwater jest mnóstwo, ale w styczniu są one najczęściej nieczynne. Maks przecierał więc nie tylko pieszy szlak wybrzeżem. Warto dodać, że fotografik jest ….pierwszym piechurem, który samotnie pokonał cała trasę polskiego wybrzeża. Dotychczas, podobne wyprawy kończyły się na półwyspie helskim.

Po co był ten spacer? Maks chciałby promować aktywny wypoczynek. Zachęca wszystkich do poznawania świata dzięki wędrówkom. Także bałtyckich plaż, zatłoczonych latem, a pustych lub prawie pustych jesienią, zimą i wczesną wiosną. Maks miał także inny cel. W kilku miejscach na trasie zostawił nietypowe „listy w butelce”. To jednorazowe aparaty fotograficzne, opatrzone specjalna instrukcją. Prezent to jednocześnie zadanie dla znalazcy. Maks prosi, aby najpierw sam siebie sfotografował, a następnie zachęca do tropienia niezwykłych foto-tematów. W liście znajduje się także informacja o akcji Masa oraz adres, pod który należy wysłać  aparat z wykonanymi zdjęciami. Mam nadzieję, że powstanie z tego niezwykła ekspozycja  „w hołdzie polskiemu morzu”. 

Monika Januszek

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit