Refleksje (nie najweselsze) po wizycie w Ujściu

Jest co robić, jak też po co

Wieża widokowa w Ujściu…Więcej »

Może byśmy tak coś zrobili? Ale nie ma po co… Ta parafraza słynnego cytatu ze Sławomira Mrożka pasuje jak ulał do mentalności decydentów w położonym niedaleko Piły Ujściu.

Miasteczko – siedziba władz samorządowych gminy – znajdujące się przy ruchliwej trasie komunikacyjnej nr 11 łączącej południe Polski z wybrzeżem Bałtyku, dla tysięcy turystów i urlopowiczów wciąż jest tylko jedną z miejscowości, które w długich podróżach mija się, niestety, zupełnie bezrefleksyjnie.

Są atrakcje, brak informacji

A przecież wielu mogłoby zechcieć zatrzymać się tutaj, gdyby wiedzieli, że warto. Choćby po to, aby obejrzeć malowniczą okolicę z wieży widokowej, specjalnie w tym celu zbudowanej przed dwoma laty, o której jednak do dzisiaj (!) próżno szukać informacji na stronie internetowej Urzędu Miasta i Gminy, wśród wymienionych tam obiektów, ponoć wartych obejrzenia. Nieprawdopodobne? A jednak…

Ba, próżno szukać, wjeżdżając do Ujścia, jakiejkolwiek tablicy informującej o dziejach tego miasteczka, jak to bywa gdzie indziej. Upamiętnione zostało przecież nie tylko osławioną zdradą polskiej magnaterii w okresie szwedzkiego potopu, gdy w wyniku pertraktacji właśnie pod Ujściem całą Wielkopolskę oddano najeźdźcom, ułatwiając im marsz na południe kraju. Bywali tutaj Mieszko I i Bolesław Chrobry, tędy ówczesną groblą wiodła droga wyprawy misyjnej biskupa Ottona z Bambergu na ziemie Pomorzan, zorganizowanej przez Bolesława Krzywoustego. Tu, za czasów Władysława Odonica, była stolica księstwa.

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit