Święto miasta spotkań

Hasło promocyjne Wrocławia wymyślił… papież

Wrocławskie bractwo kurkowe … Więcej

Święty Jan Chrzciciel, patron Wrocławia, stracił głowę, co Wrocław doskonale udokumentował w wielu miejscach - m.in. w swym herbie. Jego głowa przedstawiana jest na misie, na której spoczęła, gdy została w dramatyczny sposób odłączona od karku. Do władz Wrocławia taki patron... nie pasuje, bo mówi się o nich, że mają głowę na karku, gdyż doskonale wykorzystują marketingowe szanse. Turystycznie niesie Wrocław m.in. jego własne święto, przypadające w dniu imienin św. Jana Chrzciciela, 24 czerwca.

Przed ratusz stawia się tego dnia piechota miejska (rekonstrukcjoniści) w strojach z czasów, gdy Wrocław miał własne wojsko. Są konie, zbroje, musztra - jest na co popatrzeć. Na własne wojsko mogły pozwolić sobie tylko miasto bogate, a Wrocław do takich zawsze należał. Był członkiem m.in. Hanzy, międzynarodowej organizacji kupieckiej, która dbała o interesy swych członków na wszystkich kontynentach. Nieprzypadkowo na Nowym Targu, jednym z rynków Wrocławia, stał posąg Neptuna, boga mórz i oceanów. Niestety, w 1945 r. przestał istnieć - pod koniec wojny Wrocław obrócony został w stertę gruzów.

Historia w służbie turystyki

Ale Wrocław się podniósł i się tym chwali. W PRL-u chwalił się nadmiernie, dlatego wrocławianie teraz sięgają znacznie głębiej w pokłady historii. Turyści takich historii lubią słuchać, a i wrocławianie nadstawiają ciekawie ucha, bo to ważne dla ich tożsamości.
Częścią tej tożsamości jest Lwów, miasto obecnie w Ukrainie, do 1945 r. jedno z najważniejszych miast polskich. Gdy Polaków z niego po 1945 r. wysiedlono, inteligencja lwowska w większości przyjechała do Wrocławia, tu budując m.in. uniwersytet, politechnikę i Zakład Narodowy im. „Ossolińskich". Hrabia Aleksander Fredro, najsławniejszy przesiedleniec ze Lwowa, dostał miejsce obok wrocławskiego ratusza. Dobrze mu tu i ruszać się nigdzie nie zamierza, choć Żyrinowski, przywódca rosyjskich komunistów, zachęcał nas, gdy Rosja zaanektowała Krym, żebyśmy o Lwów się upomnieli, bo i my mamy z Ukraińcami rachunki do wyrównania.

Opowieści złotoustego profesora Miodka

Owszem, wrocławskie bractwo kurkowe nosi niebieskie mundury, bo w takim kolorze były mundury lwowskich braci kurkowych, ale strzela obecnie tylko na wiwat, a nie do kogoś. Wiwat w Święto Wrocławia jest obowiązkowy - tuż obok pomnika Fredry. Bo obok, w ratuszu, odbywa się uroczysta sesja Rady Miejskiej Wrocławia. W tym roku nagrodzono m.in. prof. Jana Miodka, złotoustego polonistę, którego program „Ojczyzna polszczyzna" bije rekordy popularności i przyciąga przed telewizory fanów Polski i polskiej mowy nawet za oceanem. Dzwonią, pytają, a profesor cierpliwie odpowiada - płynie opowieść smaczna, jak miód. Po prostu - wrocławski Miodzio. Tak go wrocławianie nazywają - nieco poufale, ale z sympatią. Od tego roku prof. Miodek jest Honorowym Obywatelem Wrocławia. Radni, przyznając mu ten tytuł, który odebrał w Święto Wrocławia, napisali w laudacji m.in., że „Dzięki niemu Wrocław znany jest również poza granicami kraju jako miasto otwarte, atrakcyjne kulturalnie i turystycznie".
Prof. Miodek bynajmniej nie jest wrocławianinem z urodzenia, ale z wyboru. Pochodzi z Górnego Śląska. Po latach w jednym z wywiadów wspominał, że przyjechał do Wrocławia, bo wabił on opinią miasta młodego, gdzie wszystko może się zdarzyć, gdzie nikt nikomu nie wypomina pochodzenia, bo wszyscy są skądś.

Mit założycielski utrwalimy, bo to się opłaca

Wrocław z tej niejednorodności zrobił atut. Kalejdoskop Kultur, jedna z imprez, która poprzedza Święto Wrocławia, prezentuje kulturę miejscowych mniejszości narodowych i etnicznych. W rzeczywistości w tkance społecznej Wrocławia stanowią one margines, ale Wrocław konsekwentnie buduje mit założycielski miasta. Że tu każdy jest skądś, to miasto otwarte, serdecznie, lubi nowinki, gości - przyjedź, zobacz, osiądź. Taka narracja w marketingu się sprawdza. W dodatku hasło promocyjne Wrocławia wymyślił św. Jan Paweł II. Gdy przyjechał do Wrocławia z pielgrzymką, powiedział, że to miasto spotkań. Święte słowa i jakże trafne marketingowo. Wrocław tantiem papieżowi za hasło promocyjne nie zapłacił, ale długu nie ma - kilka dni przed tegorocznym Świętem Wrocławia we wrocławskiej archikatedrze odprawiono mszę dziękczynną za beatyfikację papieża - Polaka, zaraz po której odsłonięto tablicę pamiątkową. Zobaczył to cały świat, bo mszę transmitowała na żywo telewizja „Polonia". Bo i mszę Wrocław potrafi marketingowo zagospodarować.
Marek Perzyński

 

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit