300 krasnali w służbie Wrocławia

Dobrze mieć własnego krasnala, bo to się marketingowo opłaca

Krasnal Europejczyk … Więcej

We Wrocławiu, przy wejściu do hotelu „Europejskiego" można zobaczyć, jak wygląda Europejczyk. Młodzi się zdziwią, że to starszy pan, ale to dobrze odzwierciedla sytuację demograficzną Europy. Nie dziwi natomiast, że „Europejczyk" to już trzechsetny krasnal w panoramie Wrocławia. Wrocław na ich punkcie zwariował. Co rusz gdzieś pojawia się kolejny. Dobrze mieć własnego krasnala, bo to się marketingowo opłaca.

Są już przewodniki po szlaku krasnali, gadżety, wrocławianie piszą o nich wiersze, piosenki i... walczą o prawo do ich wizerunku w sądzie. A właściwie to jeden walczy - Waldemar Frydrych zwany Majorem, przywódca Pomarańczowej Alternatywy, zirytowany tym, że jedna z firm, która działa na zlecenie władz Wrocławia, wykorzystuje - jego zdaniem - wizerunek krasnoludka Pomarańczowej Alternatywy nie respektując jego praw (znaczy się „Majora"). Niedawno zapadł wyrok, sąd przyznał „Majorowi" rację. Co nie znaczy, że krasnoludki z panoramy Wrocławia znikną. Nic im nie zagraża. Chodzi tylko o respektowanie praw autorskich. A nikt nie kwestionuje, że przywódcą Pomarańczowej Alternatywy był „Major". I że to Pomarańczowa Alternatywa włączyła krasnoludki do społeczności wrocławian. Zrewolucjonizowały to miasto. Dosłownie.

Skrzacia rewolucja

Gdy „Major" wezwał do „rewolucji krasnali", tysiące ludzi pojawiło się w krasnalich czapkach. W tym duchu odbywały się wszystkie wydarzenia autorstwa Pomarańczowej Alternatywy, ruchu happeningowego, który wyłonił się z Ruchu Nowej Kultury, organizacji studenckiej powstałej we Wrocławiu w 1980 r. Pierwsze happeningi zaczęły odbywać się w 1986 r. we Wrocławiu. Pomarańczowa Alternatywa kontestowała realia życia w socjalistycznej Polsce, co władze i jej aparat bezpieczeństwa uznały za groźne. Postanowiła pomarańczową opozycję przywołać do porządku (oczywiście, socjalistycznego). To okazało się niewykonalne, gdyż Pomarańczowa Alternatywa użyła jako broni satyry. Władza, próbując rozpędzić ludzi przebranych za krasnoludki, ośmieszała się. Satyra jest straszną bronią. Potrafi zabić. Śmiechem.
Tak o roli Pomarańczowej Alternatywy w walce z „jedynie słusznym" systemem socjalistycznym piszą w publikacji „Rok kultury niezależnej. Kontrkultura. Happening, graffiti" towarzyszącej wystawie autorzy jej koncepcji, scenariusza, wyboru tekstów i fotografii Ewa Chabros, Sylwia Krzyżanowska i Wojciech Trębacz: „Zgodnie z zasadami rządzącymi happeningiem jego organizatorzy nie starali się pozostać jedynymi twórcami i aktorami widowiska. W ramy happeningu wpisany został tłum gromadzący się na ulicy i milicja, która stara się zlikwidować nielegalne zbiegowisko. Aktorami stawali się wszyscy biorący w jakikolwiek sposób udział w happeningu: młodzi ludzie przebrani za krasnoludki i rozdający cukierki czy papier toaletowy, milicjanci próbujący ich aresztować oraz protestujący przeciwko temu widzowie czy przypadkowi przechodnie."
Happeningi wyostrzały absurdalność polskiej rzeczywistości lat 80. Działania Pomarańczowych występowały przeciwko obowiązującym regułom, były zaskakujące i bezczelne, na swój sposób prowokacyjne, a jednocześnie trudne do zakwalifikowania jako prowokacja. Pomarańczowi wykorzystywali i parodiowali rzeczywistość z jej konwencjami i językiem. Jako rekwizyty w happeningach służyły im np. oficjalne gazety w rodzaju „Trybuny Ludu", które były rozrzucane w dużych ilościach, albo papier toaletowy, którego permanentny brak na rynku był mocno uciążliwy. Język propagandy politycznej służył do obrazowania sytuacji, tworzenia ulotek i wygłaszania płomiennych przemówień w duchu rewolucyjnym, które ośmieszały stosowaną przez państwo frazeologię.
Jako preteksty do happeningów wykorzystywano oficjalne uroczystości państwowe i popularne święta: Dzień Dziecka, Dzień Kobiet, Mikołajki, Dzień Milicjanta, pierwszy dzień wiosny. Najsłynniejszym happeningiem były z pewnością obchody wigilii 70. rocznicy Rewolucji Październikowej, gdzie uczestnicy happeningu wcielili się w siły rewolucji, atakując Pałac Zimowy (bar „Barbara" przy ul. Świdnickiej), a milicja automatycznie „wzięła na siebie" rolę białogwardzistów. Milicja, reagując na happening, stawała się jego „aktywnym elementem" (Instytut Pamięci Narodowej, Wrocław 2009).
Krasnoludki też malowano. Tak pojawiły się na murach Wrocławia. Służył do tego szablon. Właśnie do takiego wizerunku krasnoludka rości sobie prawa „Major".

Europejczyk

Europejczyk, który stanął przed drzwiami hotelu „Europejskiego" jako jeden z jego marketingowych wabików, to starszy, elegancki, miły pan, który prawa z pewnością przestrzega. Starania „Majora" o prawa do krasnoludka-opozycjonisty przyjmuje więc ze zrozumieniem. Zwłaszcza, że Unia literę prawa stawia wysoko, urzędnicy unijni starają się skodyfikować najrozmaitsze dziedziny życia. Opowiadała o tym niedawno podczas spotkań z wyborcami w kawiarni „Europejskiej" Lidia Geringer de Oedenberg, europosłanka. Jedno z nich zatytułowała przewrotnie: dlaczego w Unii Europejskiej ślimak jest rybą, a marchewka owocem? Temat chwycił, przyszły tłumy. Pani poseł wyjaśniła, że ślimaka i rybę zakwalifikowano tak dlatego, że przysługują na nie dopłaty unijne, a nie chciano specjalnie tylko dla nich opracowywać dyrektywy unijnej. Nie należy też się dziwić, że urzędnicy sprawdzają, jak zakrzywione są banany. Bo na terenie Unii Europejskiej też one rosną, ale różnią się krzywizną od tych sprowadzanych spoza Europy. Na rosnące w granicach Unii cła nie ma, na sprowadzane spoza niej - tak.
Krasnala Europejczyka odsłonięto 21 maja, a cztery dni później odbyły się wybory do Europarlamentu. Pani poseł Lidia Geringer de Oedenberg została ponownie europosłanką, ale humorem nie tryskała. Bo frekwencja wyborcza była niska. W dodatku Polacy wysłali do Brukseli nie tylko euroentuzjastów. Jan Korwin-Mikke, który zdobył mandat europosła, jest w tej grupie postacią najbardziej charakterystyczną. Deklaruje, że będzie się starał „świnie odpędzić od koryta" - na myśli ma nie tylko urzędników polskich, ale i unijnych. Głosowała na niego głównie młodzież, rozczarowana sytuacją m.in. na rynku pracy. Krasnal Europejczyk, choć jest mikrego wzrostu, ma spore zadanie do wykonania. Ma m.in. ocieplić wizerunek Unii Europejskiej. Życie dała mu wrocławska rzeźbiarska, Beata Zwolańska-Hołod. Dołączył do grona krasnali z grupy hotelowo-gastronomicznych.
Marek Perzyński

 

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit