DOT w henrykowskim klasztorze

Day ut ia pobrusa a ti poziwai - pierwsze zdanie zapisane w języku polskim

Cystersom z Henrykowa polska kultura zawdzięcza „Księgę Henrykowską”, w której zapisano pierwsze zdanie w języku polskim. Ta stustronicowa, niewielkich rozmiarów książeczka była bohaterką dwudniowej imprezy w Henrykowie, na którą 5 i 6 lipca przyjechało około 20 tysięcy osób. Odbyła się w ramach Dni Dolnego Śląska. Turystów dowoziły m.in. specjalnie podstawiane szynobusy. Kursowały z Wrocławia i Legnicy.
6 lipca odbyło się publiczne czytanie „Księgi Henrykowskiej”. Na scenie przed klasztorem, w której powstała, jej fragmenty czytali m.in. piosenkarka Halina Frąckowiak, aktorki Emilia Krakowska i Ewa Skibińska, prof. Jan Miodek, posłanka na Sejm RP Izabela Mrzygłodzka, Marek Łapiński – marszałek województwa Dolnośląskiego, gen. bryg. Kazimierz Jaklewicz – rektor i komendant Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych im. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu oraz Krzysztof Mieszkowski – dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu. Przysłuchiwał się m.in. kard. Henryk Gulbinowicz, dla którego Henryków to oczko w głowie. Mieszka w Henrykowie. Czasowo. Po remoncie kurii, gdzie ma mieszkanie, wróci prawdopodobnie do Wrocławia. Są jednak tacy, którzy zapewniają, że zostanie w Henrykowie. Koło klasztoru jest zwierzyniec założony z polecenia kardynała.
Dzień wcześniej przed klasztorem odsłonięto pomnik „Księgi Henrykowskiej”. Składa się z dwóch stron. Pierwsza przedstawia oryginalną stronę z „Księgi Henrykowskiej” z zaznaczonym pierwszym zdaniem w języku polskim, druga – to polskie tłumaczenie całości księgi. Obie strony wykuto w granicie.

Skarby pilnie strzeżone

Kopię „Księgi Henrykowskiej” można było obejrzeć w klasztorze henrykowskim, który przez dwa dni był dostępny dla turystów. Po komnatach oprowadzali klerycy. W części dawnego klasztoru henrykowskiego, zbudowanego przed kilkuset laty przez cystersów, odbywają studia klerycy pierwszego roku Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu.
Dni Klasztoru Księgi Henrykowskiej były też dobrą okazją, żeby zobaczyć niezwykłej urody monstrancję z roku 1671. Jest w kształcie drzewa Jeskego. To jedno z najpiękniejszych dzieł sztuki zdobniczej na Śląsku. Na co dzień jest pilnie strzeżona przez cystersów henrykowskich. Ponadto można było zobaczyć galerię portretów opatów, którzy przez wieki rządzili opactwem henrykowskim. Po kasacie klasztoru w 1810 r. portrety zostały rozproszone. Portret ojca Henryka III Kahlerta, opata najbardziej zasłużonego dla Henrykowa, uważany za zaginiony, ściągnięto na wystawę z pobliskiego Barda Śląskiego. Okazuje się, że wisi tam na stałej wystawie w ogólnodostępnym Muzeum Sztuki Sakralnej. Trzeba było wnikliwego badacza, żeby powiązać to dzieło z konkretną osobą i dziełami, których dokonał. Kahlert jest inicjatorem budowy klasztoru w obecnej formie. Barokowej, pełnej przepychu.

Ziemia „na cztery woły”

Dzieci zaś najbardziej zachwyciła wystawa zabytkowego sprzętu strażackiego. Koło klasztoru prezentowano też wyroby okolicznych artystów (w tym uznanej rodziny Giejsonów z Barda Śląskiego), można było popróbować regionalnych przysmaków, spotkać się oko w oko z ludźmi z pierwszych stron gazet i dostać autograf (nie szczędzili ich ani Halina Frąckowiak, ani kard. Gulbinowicz, który był bardziej oblegany niż piosenkarka).
Henryków podlega opactwu w Szczyrzycu w Małopolsce, ma rangę przeoratu. Dziś jest w Henrykowie kilku cystersów, w okresie rozkwitu klasztoru było ich tu około 300. Przed kasatą klasztor henrykowski należał do największych posiadaczy ziemskich na Śląsku. Właśnie z majątkiem zakonu związana jest „Księga Henrykowska”. Jej pierwsza część powstała w 1270 r., po najeździe mongolskim z 1241 r., który – po śmierci księcia Henryka Pobożnego - spowodował rozprzężenie polityczne i ekonomiczne Śląska. Dochodziło do zaborów mienia. W tej sytuacji opat henrykowski Piotr spisał dobra należące do klasztoru – chciał w ten sposób uwiarygodnić prawa opactwa do posiadłości, broniąc się w ten sposób przed ewentualnymi zakusami książąt i rycerstwa, którzy mieli chrapkę na mnisi majątek. Nie jest to nudny spis z natury, wprost przeciwnie – to bogate źródło historyczne o ludziach, obyczajach, ówczesnym prawodawstwie. Opat Piotr wyliczając skrupulatnie wsie będące w posiadaniu zakonu, opisuje konkretnych ludzi. W tym pewnego Czecha o imieniu Boguchwał, który dostał od księcia ziemię „na cztery woły”, a potem ożenił się „z grubą i niezdarną wieśniaczką” (inni tłumaczą to zdanie bardziej dosadnie pisząc - „głupią”). Sąsiedzi nadali mu przezwisko Brukał, bo pomagał żonie w brukaniu, co należy rozumieć jako mielenie zboża. A tym samym zbrukał swe nazwisko, gdyż czynność ta nie przystawała honorowi męskiemu. Ówczesna społeczność wiejska, jak widać, nie miała zrozumienia dla małżeństwa partnerskiego.

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit