„Wronowianki” tupnęły nogą i wzięły sprawy w swoje ręce

Będą turyści, będzie dotacja

Zespół „Wronowianki” … Więcej


Góra z górą się nie spotka, a człowiek z człowiekiem - zawsze. „Wronowianki", zespół ludowy z gminy Niechlów koło Góry Śląskiej na Dolnym Śląsku, przestały patrzeć, że im góra pomoże w promocji okolicy i postanowiły imprezę zrobić same, choć góry pieniędzy na to nie mają. Wprost przeciwnie. Ale wiara - także w sukces - góry przenosi i już zapraszają na 13 lipca na „Wronowiadę". Będą się chwalić m.in. kościołem w Sicinach, perłą nad perłami sztuki śląskiej, o której istnieniu mało kto poza historykami sztuki wie.

Kościół w Sicinach był oczkiem w głowie cystersów, oni go zbudowali i wyposażyli, a że mieli na działalność ogromny budżet (byli właścicielami ogromnych majątków ziemskich, browarów, gorzelni, nawet kopalni) i dobry smak - powstawały dzięki ich mecenatowi dzieła wybitne. Kościół w Sicinach do tej kategorii należy. To obiekt późnobarokowy, zbudowany w latach 1736-1740, zaliczany do grupy kościołów w typie architektury czeskiej, wzorowanej przede wszystkim na twórczości Dientzenhoferów, wybitnych architektów, twórców m.in. kościoła św. Mikuláša w Pradze, jednego z miejsc, które podczas pobytu w stolicy Czech zobaczyć trzeba i turyści karnie tę powinność spełniają, choć wejście jest biletowane. Zawsze w środku jest różnojęzyczny tłum podziwiający zastosowane przez architektów rozwiązania, doskonałej klasy rzeźby i iluzjonistyczne malowidła wypełniające m.in. wnętrza kopuł. Kościół św. Marcina w Sicinach tłumów nie widzi, ale też zasługuje na identyczne zainteresowanie zwiedzających. „Wronowianki" tę perspektywę postanowiły mu przybliżyć.

Na razie Siciny przebijają się słabo

Nie są w tej walce odosobnione. Siedem wsi, które należą do parafii w Sicinach, założyło Stowarzyszenie Siedmiu i stara się pozyskać środki na remont kościoła. Ale bez promocji miejsca o środki trudno, bo kto da duże pieniądze na zabytek, jeśli o jego istnieniu mało kto wie? Komisja, która rozdziela dotacje na zabytki z puli Samorządu Województwa Dolnośląskiego, zwraca uwagę na to, czy obiekt jest turystom udostępniany, bo to podnosi konkurencyjność regionu. Niestety, Siciny do jego świadomości turystycznej przebijają się słabo. „Wronowianki" tupnęły nogą - chcą to zmienić. Promocja będzie z przytupem. Zrobią scenę, zaproszą kilkanaście zespołów ludowych, zwołają publikę, nalepią pierogów, bo gości trzeba nakarmić. A ci niech wejdą do kościoła i podziwiają, a potem o tym, co tu widzieli, powiedzą innym.
Ten, kto widział kościół św. Mikuláša, od razu zauważy zbieżność w kościele w Sicinach z twórczością Dietzenhoferów, bo „akcent pada na środkowe przęsło - dominujące dzięki większym rozmiarom, bogatszej artykulacji i nakryciu sklepiennym przypominającym kopułę. Poprzez takie rozwiązanie wyraża się tendencja dośrodkowa, stwarzająca wrażenie wnętrza na planie centralnym. W Sicinach zastosowano ten schemat w specyficznej redakcji, konstruując przestrzeń na zasadzie dodawania kolejnych, przenikających się elementów, uzyskując w ten sposób różnorodność efektów przestrzennych" - piszą Bogusław Czechowicz i Izabela Żak w publikacji „Dolny Śląsk. Zabytki". Wśród autorów wystroju wymieniają wrocławskiego rzeźbiarza Franza Josepha Mangoldta (ołtarz główny i ambona) i malarza Christiana Philippa Bentuma (freski) - to ekstraklasa artystów śląskich doby baroku. O klasie artystycznej kościoła w Sicinach świadczy też fakt, że z powiatu górowskiego autorzy tekstu we wspomnianej publikacji wymieniają tylko wspaniały kościół farny św. Katarzyny w Górze Śląskiej i właśnie kościół w Sicinach.

Żeby życie nie było jałowe

Kościół w Sicinach nosi wezwanie św. Marcina, rycerza, który przyjechał na białym koniu. Św. Marcin na takim rumaku do Sicin wjeżdża... co roku. W przeddzień (czyli w wigilię) swego święta, a więc podczas odpustu. W spektaklu uczestniczy cała wieś. Jedna z „Wronowianek" też dosiada konia, tyle że mechanicznego. Obrabia pola ciągnikiem. W zespole są w większości rolniczki, praca jest od świtu do nocki. Owszem, w telewizor po pracy zerkną, serial zobaczą, ale takie życie byłoby jałowe, więc w 1987 r. założyły zespół i nazwały go „Wronowianki", bo tworzyły go panie z Wronowa. Z czasem dołączyły też panie z sąsiedniej wsi o nomen omen nazwie Wioska. Stefania Głuszko, liderka zespołu, komponuje własne teksty, panie śpiewają, a przygrywa im sześciu muzyków. Zespół liczy 23 osoby.
Marek Perzyński

 

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit