Poszukiwacze skarbów idą w Polskę

Archeolodzy i kłusownicy

Fragmenty kolekcji Marka Cieślaka…Więcej »

W Dąbrówce niedaleko Palędzia użyto… spychacza do rozgrzebania grodziska wczesnośredniowiecznego. W Gródku nad Bugiem wyrabowano, mówiąc fachowo, skarb ukryty przed wiekami na polecenie księżnej woroneskiej: pieczęcie, srebra, naczynia. W Mokrej koło Miedzna ograbiono grób z okresu wpływów rzymskich, w którym było kilkadziesiąt cennych przedmiotów: miecze, groty, noże, nożyce, okucia, przęśliki. Usiłowano to sprzedać… w muzeum w Częstochowie i w ówczesnym Instytucie Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. W pobliżu Dobrzycy niedaleko Piły posługując się detektorem do wykrywania metalu namierzono i wykopano skarb kultury łużyckiej z VIII w. p.n.e., który na szczęście trafił do pilskiego Muzeum Okręgowego, zamiast do którejś prywatnej kolekcji za granicą. – Znalazca otrzymał nagrodę – mówi archeolog dr Jarosław Rola. – Uważam, że jeśli już się tak stało, jeśli zabytek został wydobyty z ziemi, to jedyną szansą na uratowanie go dla polskich kolekcji jest przejęcie przez profesjonalne muzeum. W obecnej sytuacji prawnej trzeba dokonywać wyboru mniejszego zła, niestety: albo wypłacać nagrody, albo zabytki bezpowrotnie tracić. Od pilskich poszukiwaczy skarbów, zrzeszonych w zarejestrowanym sądownie stowarzyszeniu, placówka otrzymała potem nieodpłatnie kilka wartościowych zabytków znalezionych przy okazji szukania pamiątek drugiej wojny światowej.

Chcą działać legalnie

Ruch poszukiwaczy skarbów, którzy właśnie w taki sposób wykorzystują wolny czas, również w Polsce rozwija się żywiołowo, stwarzając, rzeczywiście, istotne problemy z punktu widzenia ochrony dziedzictwa przeszłości. Właśnie dlatego niemal wszyscy archeolodzy zdecydowanie są temu przeciwni. Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków w ubiegłym roku przeszkolił już nawet policjantów, aby można było skuteczniej wyłapywać grabieżców państwowej własności. Ale poszukiwacze skarbów są także wśród policjantów.

Amatorzy archeolodzy od pewnego czasu rejestrują sądownie stowarzyszenia, takie jak właśnie pilski „Albatros” na czele z prezesem Markiem Cieślakiem, emerytowanym majorem Wojska Polskiego. Jednym z członków jest policjant. Postawili sobie ambitny cel: powołać muzeum militariów, głównie z czasu walk o wyzwolenie Piły w 1945 r. (istniejąca tam placówka została zlikwidowana w okresie rozliczeń ustrojowych), albo przekazać zbiory do Muzeum Okręgowego, gdyby powstał w nim taki dział. Chcą działać legalnie. O zalegalizowaniu „Abatrosa” poinformowali konserwatora zabytków, prezydenta miasta oraz kierownictwo muzeum. Ale nawet po uzyskaniu zgody na prowadzenie badań w terenie, po zarejestrowaniu przez sąd statutu, konserwator zabytków odmawia, zasłaniając się ustawą o ochronie zabytków. Prezes stowarzyszenia nie ukrywa: w tej sytuacji szukamy na pół legalnie.

Jak wyjść z pata

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit