Wywiady

O „Strategii...” mniej formalnie

Bartłomiej Walas

Rozmowa z Bartłomiejem Walasem, wiceprezesem Polskiej Organizacji Turystycznej

Aktualności Turystyczne: - Czy nowy, oficjalny dokument o tytule „Marketingowa strategia Polski w sektorze turystyki na lata 2012-2020” mógłby mieć inną treść, gdyby jako autor tego dokumentu w roku 2008, przewidział Pan niczym marketingowy Nostradamus, wyniki losowania grup turnieju UEFA EURO 2012?

Bartłomiej Walas: - Nie, niczego by to nie zmieniło. Plan operacyjny różniłby się w niektórych punktach. Jednak nie miałoby to zasadniczego wpływu na zakres zagadnień merytorycznych.

- Przyjąłby Pan beznamiętnie wiadomość, że rosyjscy kibice tłumnie pojawią się w Polsce latem 2012?

- Proszę wziąć pod uwagę, że nie mówimy o strategii promocji mistrzostw Europy w piłce nożnej. Trzecia co do wielkości impreza sportowa na świecie jest doskonałym, medialnym  nośnikiem informacji. Pobudza wyobraźnię. Kieruje zainteresowanie świata na kraj gospodarza. Nie podlega to dyskusji.  Toteż w „Strategii...”  gra ważną rolę. Obsadziliśmy ją  na pozycji środkowego łącznika, gdyby chcieć posłużyć się boiskowym lingua franca. Skojarzenie zbliżających się rozgrywek z udziałem gwiazd europejskiego futbolu wiąże akcje promocyjne. Sugestywny znak graficzny UEFA EURO występuje we wszystkich odsłonach tematycznych toczącej się międzynarodowej kampanii marketingowej „Feel Invited”. Podkreślam. Polska Organizacja Turystyczna, jako jedyna w kraju podpisała z władzami UEFA umowę zezwalającą  na wykorzystywanie licencjonowanej symboliki turniejowej wraz z logo. I robimy to. Jednakże – podstawowym tego celem, było i pozostanie - promowanie Polski i polskiej oferty turystycznej. W stworzonym systemie przekazu treści marketingowych znajduje się ważna grupa odbiorców zza naszej wschodniej granicy. Nie zdecydował o tym ani przypadek, ani ślepy los. Rynek rosyjski, ale też i ukraiński, stają się -  zgodnie z  treścią  dokumentu,  rynkami priorytetowymi w rok po EURO.

- O turystów z Rosji zabiega świat.

- Otóż to. Klienci z Rosji są w centrum naszego zainteresowania. Słynny Zinedine Zidane, tak czy inaczej, w niczym nie zmieniłby „Strategii...”, nawet gdyby podczas losowania składu grupy A, wydobył z urny piłeczkę z nazwą innej europejskiej drużyny. Cieszymy się, że Sborna rozegra pierwsze mecze na polskich stadionach i pewny jestem, że gościnnie podejmiemy kilkanaście tysięcy rosyjskich kibiców zagrzewających swoich do zwycięstwa.  Kończąc tę myśl dodam, że o ile zabiegać będziemy o turystów z Rosji – tak dla odmiany, inny rywal grupy A – Grecy, pozostaną  poza sferą naszego zainteresowania. Z powodów, których bliżej wyjaśniać nie trzeba. Choćbyśmy wyskoczyli ze skóry, nie zdołamy z  ateńczyków lub z mieszkańców wysp morza Kreteńskiego uczynić klientów przynoszących profity polskiemu sektorowi turystyki przyjazdowej. Nierealne było to przed laty. Jeszcze bardziej mało prawdopodobne jest obecnie po krachu gospodarczym. Zapewniam pana, że  szanse na sukces podopiecznych Fernando Santosa w spotkaniach fazy grupowej piłkarskich mistrzostw Europy, nie mają najmniejszego wpływu na śladową frekwencję turystów greckich nad Wisłą. Jest ona na tyle niska, że wymyka się statystykom. Wybór rynków, na których prowadzone będą działania promocyjne nie jest wynikiem pobożnych życzeń, czy też kalkulacji opartych na intuicji, przeczuciach, wyobrażeniach, albo - jak to się potocznie mówi  - „chciejstwie” osób odpowiedzialnych za przygotowanie strategii marketingowej. Każda decyzja ma twarde podstawy we wskaźnikach ekonomicznych. Stąd też możemy być pewni słuszności przyjętych rozwiązań, które rekomendujemy innym podmiotom prowadzącym działania promocyjne. Opracowywanie strategii zawsze pozostanie wyborem priorytetów. Ukierunkowaniem na określony rynek, doborem adekwatnego produktu, dopasowaniem narzędzi...

- Rzeczywiście tak Pan chłodno kalkulował? Przecież pierwszy rozdział „Strategii...” wstukiwał pan do komputera w momencie szczytowej euforii społecznej. Właściwie tuż po ogłoszeniu przez Michela Platiniego, w kwietniu 2007, decyzji UEFA.

- Przyznaję. Z jednej strony trudno było nie ulec magii wielkich liczb kibicując buchalterii porównującej gospodarcze profity, jakie spłynęły na inne kraje organizujące widowiska sportowe tej rangi. Z drugiej jednak strony, dobrze poinformowani ekonomiści weryfikowali czynione na gorąco, optymistyczne rachuby. Później do głosu doszli skrajni defetyści stawiający pytania, czy w ogóle zdążymy z technicznym przygotowaniem teatru zmagań gwiazd europejskiego futbolu, czy Polska podoła organizacji największej imprezy sportowej roku na Starym Kontynencie? Pamięta pan ówczesne realia gospodarki turystycznej?

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit