XOXO

Jan Korsak, prezes Polskiej Izby Turystyki

Co zrobić z sukcesem?

Jan Korsak

- W Częstochowie ponownie mamy problem. Co zrobić z sukcesem? Częstochowa nie jest zwykłym miastem. Posiada jedyny w swoim rodzaju kapitał. Wizerunek. Znana jest przez ludzi na całym świecie. Nazwa miasta identyfikowana jest pozytywnie nawet w odległych egzotycznych zakątkach globu.

Z reguły w trakcie podróży zagranicznych przedstawiam się skąd jestem i właściwie nie zdarza mi się, aby rozmówca o Częstochowie nie słyszał lub znał ją w innym aniżeli tylko w pozytywnym kontekście. W wizerunku Częstochowy tkwi wielki potencjał rozwojowy. Od lat niewykorzystany. Mieszkańcy Częstochowy mają  poczucie, iż dobrodziejstwo związane z popularnością miasta - ich nie dotyczy.  Nie jest ich sukcesem. Bywa wręcz zmorą i źródłem życiowych utrudnień. Jedną z nich są  w odczuciu pewnej części mieszkańców miasta - muzyka sakralna i modlitwy emitowane przez megafony przy Al. Najświętszej Maryi Panny. Zgłoszony został nawet oficjalny postulat, że życzeniem protestujących byłoby, aby z głośników ulicznych płynęły dźwięki  popularnych przebojów rozrywkowych. Interpelacja tej treści złożona została do biura rady Miasta.

Ten problem, czy wzmacniać wizerunek miejscowości i zarabiać na nim, czy wbrew zdrowemu rozsądkowi próbować go niszczyć – w przeszłości mieli też inni. W 2004 roku niewiele brakowało, aby w Warszawie nie odbyło się Europejskie Forum Ekonomiczne. Szwajcarskich organizatorów tej prestiżowej imprezy warszawiacy chcieli odprawić z kwitkiem z obawy o zamieszanie w centrum miasta i ewentualne szkody w tkance miejskiej wynikłe z aktywności antyglobalistów. Ale coś za coś. Skończyło się sukcesem. Stolica zyskała promując wizerunek miasta, jako miejsca udanych konferencji. Zarobiła branża turystyczna, hotelarze i firmy świadczące usługi przyjezdnym.

Podobne dylematy mieli i inni. W niejednym z krajów, które dzisiaj należą do potęg przemysłu turystycznego, znajdowali się ludzie próbujący ograniczyć rozwój usług sektora zarabiającego na cennym wizerunku regionu, do którego przybywają  masowo przyjezdni. W niedalekiej przeszłości nawoływano wręcz do ograniczania, jak to nazywano, „trudnego do opanowania uciążliwego żywiołu hord turystów”. Na przykład przed piętnastu laty burmistrz Capri, na stanowcze żądanie mieszkańców, wydał zarządzenie rygorystycznie zabraniające turystom zwiedzającym tę wysepkę na Morzu Śródziemnym, siadania na chodnikach, a także stukania drewniakami po ulicach i paradowania poza plażą z obnażonym torsem. Z kolei - rozjuszeni obywatele brytyjskiego miasta Bath strumieniami wody z gumowych węży przepłaszali uczestników wycieczek autokarowych, tarasujących wąskie ulice. W niektórych zaś okolicach Irlandii świadomie zapuszczano drogi dojazdowe, aby zniechęcić turystów do odwiedzania i naruszania spokoju mieszkańców  tych  rejonów.

Obecnie oceniamy Grecję poprzez jej niewypłacalność finansową wynikającą  z nagannej rozrzutności. Roztrwoniono między innymi kapitał zgromadzony przez przemysł turystyczny. Stracono turystyczną markę. Budowano ją w okresie słynnego greckiego cudu gospodarczego, kiedy liczba zagranicznych turystów przewijająca się przez Ateny i nadmorskie kurorty przekraczała dwie trzecie ludności tego kraju. Wielu członków rządu wyrażało wówczas pogląd, że właściwie należałoby ograniczyć dopływ cudzoziemców zanim wszyscy Grecy zdążą się przekwalifikować na kelnerów. Na Krecie wydano nawet (przejściowo) zakaz budowy nowych hoteli, gdyż jak stwierdzono, nadmiar turystów zagranicznych stwarza zagrożenia dla cywilizacji greckiej.

Przytaczam tę grecką groteskę, bo jak się wydaje powtarza się ona w Częstochowie w formie tragedii. Wizerunek Częstochowy, największego  polskiego sanktuarium, drugiego po Lourdes centrum maryjnego na świecie, jest naszym wspólnym dobrem. Nie leży w naszym interesie, by powstała na nim jakakolwiek skaza wynikająca z nierozsądnych sporów i nie daj Boże – idących za tym krótkowzrocznych decyzji, które będą mieć dalekosiężne skutki. Kiedy przyjdzie się z nich wycofywać, wizerunek Częstochowy wymagał będzie wieloletniej odbudowy. Powinno to trafić do przekonania każdej rozdyskutowanej gorącej głowie, podobnie jak w porę opamiętali się mieszkańcy krajów, w których pomimo początkowych protestów, przemysł oparty na przyjazdach turystów i wizerunku miejsc wartych odwiedzenia - rozwinął się w najlepsze. W Polsce usługi turystyczne związane z obsługą ruchu przyjazdowego stanowią coraz bardziej dochodową dziedzinę gospodarki. Częstochowa ze swoim wielkim potencjałem powinna uczynić wszystko, by je rozwijać i na tym korzystać.

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit