Dekalog dobrego study tour

10 przykazań organizatora

Do bardzo udanych należy zaliczyć study tour, który odbył się w tym roku w dniach 14-18 czerwca na Mazurach Zachodnich. W ramach programu unijnego „Zintegrowany System Promocji Turystycznej Obszaru Kanału Elbląskiego” dzięki staraniom starostw w Ostródzie, Iławie, Elblągu, Stowarzyszenia Zachodniopomorska Lokalna Organizacja Turystyczna oraz Urzędu Marszałkowskiego Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Dziennikarze (na zdjęciu część grupy z organizatorem aktywnego wypoczynku) oglądali kanał ostródzko-elbląski nawet z siodełka roweru / fot. Marek Perzyński

Podróż studyjna to znakomite narzędzie pracy w marketingu turystycznym, ale trzeba wiedzieć, jak go używać, żeby osiągnąć zamierzony efekt - mówi Justyna Szostek, dyrektor Stowarzyszenia Zachodniomazurska Lokalna Organizacja Turystyczna z siedzibą w Ostródzie.

Po pierwsze i zarazem po drugie. Błędem jest, gdy grupa jest liczna. Już 30-osobowa jest praktycznie nie do opanowania. Najlepiej więc, gdy jest kameralna. Licząca od kilku do kilkunastu osób. Wtedy łatwiej o kontakt. Dziennikarzowi łatwiej dotrzeć do rozmówcy, zrobić zdjęcie, rozwinąć najbardziej interesujący wątek. Jest też czas na mały oddech. Co ważne, bo study tour to naprawdę ciężka praca. I ze strony organizatorów, i dziennikarzy - jeśli podchodzą do pracy profesjonalnie.

A jest sposób, żeby tak było. Trzeba od dziennikarzy wymagać. Jeszcze przed wyjazdem zobowiązać uczestników do napisania w prasie czy wyemitowania na antenie określonej liczby materiałów. Z zastrzeżeniem, że nie spełnienie rygoru zobowiązania skutkuje zwrotem kosztów przez uczestnika. To naprawdę działa.

Po trzecie - zero alkoholu. W pracy się nie pije. Chyba, że jest degustacja produktu lokalnego. Wtedy skosztować „procentów” po prostu trzeba. Alkohol zbyt pobudza. I zbyt rozluźnia atmosferę. Wtedy trudno skupić się na temacie. Wystarczy jedna osoba „pod wpływem”, żeby popsuć atmosferę. Nie mówiąc o oddechu.

Po czwarte - dobrze przygotowane materiały. Z dziennikarskiego doświadczenia wiem, jak to szalenie ułatwia pracę. W błędzie jest ten, kto uważa, że folder dziennikarzowi wystarczy, żeby zbudować historię, którą opowie czytelnikom, słuchaczom czy widzom. Folder działa na wrażenia, operuje głównie zdjęciami. Treści w nim niewiele. Dobrze więc do takiego materiału dołączyć choćby ksero z książki lub innego pogłębionego opracowania. Z zaznaczeniem, oczywiście, autorstwa publikacji, tytułu i wydawnictwa. Na wypadek, gdyby w tekście był potrzebny cytat. Autorytety wprawdzie upadają, ale w tekście zawsze jest się dobrze powołać na mądrą głowę. Ponadto dziennikarz ma pewność, że to, co pisze, to wiedza zweryfikowana pozytywnie.

Dziennikarz zaraz wyczuje, że przewodnik jest niedouczony. Nie warto więc oszczędzać i wynająć przewodnika licencjonowanego. Zna teren, jak własną kieszeń. I sypie anegdotami. Dobry żart, tynfa wart. I dobrego tekstu. Nie ma nic gorszego niż artykuł, który usypia.

Po szóste, ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie. Z pasją. Nikt nie opowiada o zabytkach, łowieniu ryb, górach, urokach morza czy jezior tak zajmująco, jak pasjonat. Nawet przewodnicy robą nieraz wielkie oczy, słysząc ich opowieści.

Nie zaniedbujcie kontaktów z miejscową prasą. Pod warunkiem, że nie żywi się ona tylko sensacją. Dziennikarz, który kocha własny region, zabrany z grupą studyjną, robi świetny PR regionowi. O czym można było się przekonać choćby pod koniec maja tego roku w Szczecinie, gdzie wizycie studyjnej dziennikarzy krajowych towarzyszył miejscowy żurnalista, Michał Rembas (notabene korespondent „Aktualności Turystycznych” na Pomorzu Zachodnim). Pracownicy referatu turystyki Urzędu Miejskiego w Szczecinie, który zorganizował to study tour ( perfekcyjnie!), wielokrotnie oddawali mikrofon Michałowi, choć z grupą jechał przewodnik. Te jego iskrzące się oczy, gdy opowiadał o swym mieście! Wyjechaliśmy zakochani w Szczecinie.

Po ósme. Dobrze licz pieniądze. Na study tour ich nie żałuj. Jeśli pieniędzy fizycznie nie masz, skrzyknij członków Lokalnej Organizacji Turystycznej. Tak w tym roku zrobili gestorzy bazy turystycznej i atrakcji turystycznych w Bornem Sulinowie, którym niezmiernie zależy na promocji swego miasta i okolic. Władzom miejskim nie wypadało się nie dołączyć.

W grupie dobrze jest wyłowić szczególnie aktywne osoby i starać się utrzymywać z nimi kontakt nawet po study tourze. Informuj więc o nowych atrakcjach, imprezach, trendach, zamierzeniach. W dobie internetu nie jest to trudne. Zaproś je kiedyś ponownie. Niech zobaczą, co się zmieniło. Tak wychowasz sobie własnych ambasadorów.

Dziesiąte. Dokumentuj. W formie papierowej i w Internecie. Pokaż władzy, że nie wydała  pieniędzy na darmo. Uzmysłów jej, ile musiałaby zapłacić, gdyby ty same teksty promocyjne ukazały się w formie tekstu sponsorowanego. Nie omieszkaj też zaznaczyć, że tekst opłacony nie ma takiej mocy przekonywania, jak tekst redakcyjny.

Marek Perzyński