Wywiady

Polska oczami turysty

 

- Czy takie przedsięwzięcie to duży koszt?

- Rejs „Fryderyka Chopina” jest organizowany w ramach szerszej akcji Promujmy Polskę razem i kosztuje około 20 milionów złotych.

- To środki z polskiego budżetu?

- Nie, pieniądze pochodzą z Unii. Na lata 2007-2013 otrzymaliśmy na promocję Polski 30 milionów euro dotacji. Rodzimy budżet jest niewielki i wynosi około 40 milionów zł rocznie. A oprócz prowadzenia działalności merytorycznej musimy przecież utrzymać 14 zagranicznych biur. Niestety, Polska wydaje na swoją promocję o wiele mniej niż inne kraje Unii.

- Czy program promocji województw wschodnich to również unijne pieniądze?

- Tak, z tym że ten program realizujemy w kraju. Chcemy namówić Polaków z zachodu Polski, żeby częściej wybierali się na wschód i w ten sposób pokazali, że nie istnieje żadna Polska B. Koszt akcji to prawie 6 milionów euro. Ważna w takich wypadkach jest współpraca z samorządem lokalnym i biznesem. Samorządowcy mogą organizować kampanie promocyjne niezależnie od POT, ale dobrze, jeśli kampanie te uzupełniają się z naszymi. Są wtedy skuteczniejsze. Co roku organizujemy spotkania z samorządami, lokalnymi izbami gospodarczymi, organizacjami turystycznymi i ustalamy, jakie cele chcemy zrealizować.

W promocji Polski za granicą pomagają nam natomiast takie instytucje, jak: Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych, MSZ czy Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości. Chcemy oprócz sezonowych turystów ściągać do Polski również biznesmenów. Turyści biznesowi są najważniejsi. Stanowią około 30 procent naszych zagranicznych gości, ale są źródłem aż 50 procent przychodów z turystki. Przyjeżdżają na konferencje, seminaria, wycieczki biznesowe - wszystko to z reguły finansuje im ich firma. Dziennie wydają średnio około 600 dolarów. Można sobie wyobrazić, jak to napędza konsumpcję. A jeśli kraj im się spodoba - inwestują.

- Czy można sprawdzić, jak wielu turystów udało się ściągnąć dzięki promocji Polski, np. dzięki reklamom w CNN?

- To trudne, bo promocja marki danego kraju nie ma prostego przełożenia na efekty, jak jest w przypadku reklamy zwykłego produktu, gdzie wyznacznikiem jest wzrost sprzedaży. Gdy jednak jej skuteczność mierzyć liczbą wizyt, to okazuje się, że działa, ale z opóźnieniem - liczba turystów wzrasta po dwóch, trzech latach od przeprowadzenia akcji.

- Czy to znaczy, że już zabraliście się do promowania Euro 2012?

- Tak. Jesteśmy jedną z instytucji bezpośrednio za to odpowiedzialnych. Na przykład w przyszłym roku, w marcu, będziemy krajem partnerskim największych targów turystycznych świata ITB w Niemczech. Będziemy organizować ich otwarcie, co oznacza ogromne zainteresowanie mediów. Euro 2012 będzie motywem naszej obecności na targach. Poza tym wiedząc, że kibice przyjeżdżający na Euro będą gdzieś jeść, nocować i spędzać czas wolny, opracowaliśmy elektroniczną mapę drogową, na której zaznaczone są hotele, restauracje, miejsca i daty wydarzeń kulturalnych oraz ciekawe lokalizacje. Współpracujemy też z operatorami telefonii komórkowej. Przygotowaliśmy wspólnie specjalne SMS-y witające kibiców w Polsce. Wszystko po to, żeby biura podróży mogły planować wyjazdy łatwiej i na większą skalę.

Jesteśmy jednak świadomi, że ogólna liczba turystów w Polsce może być w trakcie mistrzostw mniejsza niż zwykle w wakacje. Turyści, którzy chcą przyjechać do nas z powodów innych niż sportowe, będą się spodziewać wysokich cen i problemów komunikacyjnych, więc odłożą przyjazd do Polski na lata następne.

- Może udałoby się zwiększyć liczbę turystów, wykorzystując do reklamy kraju wizerunek zagranicznych gwiazd. Firmy komercyjne, chcąc przyciągnąć klientów, w kampanie angażują celebrytów.

- Taki pomysł pojawił się już w 2000 roku, gdy POT rozpoczynała działalność. Chcieliśmy, by Polskę reklamował Harrison Ford i Sandra Bullock. Wtedy zabrakło pieniędzy. Nie wykluczam, że teraz dzięki środkom unijnym coś podobnego będzie możliwe. Pamiętajmy jednak, że marka kraju to coś, co tworzymy wspólnie, i dopóki sami nie uwierzymy, że mamy wiele do pokazania innym, nawet Angelina Jolie będzie bezradna.

 

Rozmawiał: Sebastian Stodolak