Plaże nad otwartym morzem

Powódź nie powinna mieć znaczącego wpływu na turystkę w Kołobrzegu

Głos Koszaliński zapytał Ryszarda Woźniaka, prezesa Regionalnego Stowarzyszenia Turystyczno-Uzdrowiskowego, czy powódź na południu Polski oznacza dla Kołobrzegu mniej turystów?

Prezes Woźniak przypuszcza, że mniej turystów może wybrać się na wybrzeże z południa Polski. Tam powódź i ogromne zniszczenia, jakie po sobie zostawia, mogą zatrzymać w domu ludzi, którzy będę zmuszeni zrezygnować z wyjazdu na wakacje.

- Zdarzały się przypadki, że ludzie w połowie pobytu wracali do domu, bo ich domy leżą na terenach zagrożonych powodzią. Są też przypadki, że ludzie rezygnują i odwołują rezerwacje - mówi Ryszard Woźniak, który jest również prezesem Zarządu Centrum Zdrowia i Relaksu „Verano” w Kołobrzegu. - Są to jednak pojedyncze sytuacje. Nie ma mowy o jakimś masowym trendzie. Z naszych informacji wynika, że ośrodki, które zajmują się głównie obsługą zorganizowanych grup, mają już zajęty prawie cały lipiec i sierpień. Trochę gorzej mają ośrodki, które przyjmują klientów indywidualnych.

Zdaniem Renaty Dworek z interentowego portalu turystycznego, powódź nie powinna mieć znaczącego wpływu na turystkę w Kołobrzegu. - Ta katastrofa najbardziej doświadczyła małe miasteczka i wsie - mówi. - Do Kołobrzegu tradycyjnie już więcej turystów, przynajmniej tych indywidualnych, przyjeżdża z większych miast, np. Poznania.

Kołobrzeg nie musi się też martwić o zanieczyszczenia Bałtyku odpadami, które trafiły do morza z nurtem Wisły i Odry. - Nasz odcinek wybrzeża jest bezpieczny - zapewnia Michał Kujaczyński z Urzędu Miasta. - Leżymy za daleko od ujścia rzek.

Jednak to, co jest oczywiste dla jednych, nie jest już tak oczywiste dla drugich - turystów z zagranicy. Oni od ponad miesiąca oglądają w mediach obraz zalanej wodą Polski. Często nie wiedzą nawet, że katastrofa dotknęła tylko części kraju i sporo z nich odwołała wyjazd do Polski. Jan Korsak, prezes Polskiej Izby Turystyki, apeluje, że trzeba temu zapobiec, bo ucierpi cała branża. Jak to zrobić, rozmawiali przedstawiciele największych biur podróży z ministrem spraw zagranicznych i szefostwem Polskiej Organizacji Turystycznej. Ustalono, że pomóc w dementowaniu podawanych informacji mają ambasady i konsulaty RP.