Felieton
Coś dla konesera, i coś dla ignoranta
Nie jestem pierwszym, któremu chce się płakać, że Święta Bożego Narodzenia coraz bardziej kojarzone są z szałem zakupów. Skoro jednak dzieje się tak nawet w Polsce, gdzie duchowy wymiar tych świąt jest jeszcze bardzo żywy, to znaczy, że handel jest potężnym żywiołem, którego nie można ignorować. Należy go raczej cywilizować, obłaskawiać. Dlatego chciałbym dziś szepnąć dwa słowa o świątecznych upominkach.
Czy wiecie, drodzy Państwo, dokąd w poszukiwaniu mikołajkowych i choinkowych prezentów udadzą się w tym roku Szwedzi, Duńczycy, Brytyjczycy i Holendrzy? Oczywiście wielu z nich przeczesze hektary domów towarowych, niektórzy usiądą w wygodnym fotelu w salonie jubilerskim, a mnóstwo ludzi, zwłaszcza młodszych i zapracowanych, zrobi zakupy w Internecie. Najciekawsze jest jednak to, że nader liczna grupa klientów odwiedzi sklepy prowadzone przez muzea.
Tak, od kilkunastu dobrych lat sklepy muzealne cieszą się ogromnym wzięciem i estymą wśród klienteli w Zachodniej Europie i Ameryce Północnej. W tej chwili mamy tam do czynienia z prawdziwą modą na zakupy w muzeach. Dlaczego? Bo sklepy muzealne proponują rzeczy najwyższej klasy, ale niekoniecznie o najwyższych cenach, rzeczy piękne, wyjątkowe i pomysłowe. Wśród nich znajdujemy przede wszystkim repliki – często miniaturki – dzieł prezentowanych na wystawach, wyroby skojarzone z epoką, o jakiej opowiada dane muzeum (np. naczynia, ozdoby, tkaniny lub części stylowej garderoby), świetnie wydane książki o sztuce, rzemiośle artystycznym czy architekturze, prezentacje multimedialne, nagrania muzyczne i filmowe. Obok tej ciężkiej kawalerii klient może tam spotkać również jazdę lekką w postaci pocztówek, ołówków i długopisów, naklejek i magnesów, krawatów, koszulek i zakładek do książek. A więc dla każdego coś miłego i zarazem coś dostępnego. Coś dla konesera i coś dla ignoranta, coś dla osoby zamożnej i coś dla dziecka, które przyjechało z wycieczką szkolną. A wszystko – solidnej jakości, nawet drobiazgi za dwa grosze.
Zachodnie sklepy muzealne odgrywają zatem nie tylko rolę komercyjną, ale i oświatową. W sposób mniej lub bardziej zamierzony kształtują gusta publiczności. Pokazują różnicę między azjatycką tandetą, dostępną na bazarach i w koszach domów towarowych, a przedmiotami wywodzącymi się z estetycznych tradycji Europy. Przemycają do naszych domów wizerunki albo informacje o europejskim dziedzictwie kulturowym, a nie kicz kultury masowej spod znaku Myszki Miki.
Sklepy te warto odwiedzać jeszcze z innych względów. Na przykład dlatego, że jest tam miło. W muzeach świata zachodniego ogromną uwagę zwraca się teraz na możliwie najdoskonalszą obsługę zwiedzających. Tu już nie idzie wyłącznie o zwykłą uprzejmość i uśmiech. Tu idzie także o znakomitą znajomość zbiorów muzeum – reprezentowanych przez oferowane w sklepie pamiątki i wydawnictwa. Idzie też o znajomość języków obcych, zdolności komunikacyjne, umiejętności rozpoznawania zainteresowań i potrzeb gości muzealnych. Sklep tego rodzaju staje się coraz bardziej salonem, przytulnym i przyjaznym klubem, miejscem relaksu i ciekawej rozmowy. I dlatego właśnie w Holandii i Wielkiej Brytanii do obsługi tych miejsc zatrudniani są ostatnio nie zwykli sprzedawcy, ale personel działów edukacyjnych, a więc pracownicy merytoryczni! Co więcej, bywa, że raz lub dwa razy do roku, klientów obsługuje dyrektor placówki (np. w Drents Museum w holenderskim Assen), ponieważ chce przekonać się bezpośrednio, jakie są potrzeby i reakcje gości muzealnych, a zarazem, jak można by usprawnić działanie tej placówki.
W pełnieniu funkcji typowo handlowej, ale też i klubowej nowoczesnych sklepów muzealnych musi pomagać ich odpowiednie usytuowanie. Otóż można do nich wejść także z ulicy, bez konieczności wykupywania biletu do muzeum (przy czym sklep zaprasza oczywiście do odwiedzenia galerii!).
Naturalnie nikt tu nie będzie udawać, że sklep nie jest od zarabiania pieniędzy. Jasne, że jest! I bardzo dobrze, bo dzięki tym dochodom można podreperować budżet coraz niżej dotowanych placówek kultury. Zamiast wyciągać rękę po jałmużnę, muzea wyciągają przyjazną rękę w stronę klienta.
W ostatnich latach także w Polsce powstało już całkiem sporo znakomitych sklepów w placówkach muzealnych. Może od tego roku św. Mikołaj zacznie zaglądać właśnie tam w poszukiwaniu pięknych i sensownych upominków dla naszych rodzin?
Marek Stokowski

